Spis treści
SŁOWNIK GEOGRAFICZNY KRÓLESTWA POLSKIEGO I INNYCH KRAJÓW SŁOWIAŃSKICH
powiat przasnyski, gmina Zaręby, parafia Brodowe Łąki; wieś włościańska zajmuje 363 morgi rozległości (121 mórg gruntu ornego), posiada kościół katolicki drewniany, 36 domów i 259 mieszkańców; osada proboszcza – 6 mórg, 3 domy. Rządowa osada młynarska posiada młyn wodny, fabrykę papieru i tartak, 2 domy, 5 mieszkańców. Rządowa karczma. W XVII wieku istniała tu kuźnia żelazna. Parafia Brodowe Łąki, dekanatu przasnyskiego, liczy 1002 dusze.
(na granicy guberni płockiej i łomżyńskiej)
Panie Pisarzu Gazety!
I my też, mieszkańcy Puszczy Ostrołęckiej i Myszynieckiej, przez łaskawą opatrzność Bożą dostaliśmy do rąk Wasze pismo „Gazetę Świąteczną”. Przeczytaliśmy kilka numerów i ucieszyło nas, że są gdzieś tam daleko ludzie, co o takich jak my nie zapominają: chcą nam podać rady, oświecić umysły, podnieść z długoletniej ciemnoty i uczynić ludźmi według Boga i serca.
Byli pono i kiedyś dawniej, co tak pięknie o swoich braciach myśleli, co pisali i chcieli uczyć, jak żyć, jak pracować, aby się Bogu i ludziom podobać, ale my, odgrodzeni od reszty świata lasem i piaskami, nie mieliśmy u siebie nigdy tych błogich wzorów oświaty.
Lat dwieście, a może i więcej, jak pradziadowie nasi zaczęli osiedlać się w tych leśnych puszczach, jak zaczęli kopać i uprawiać tę biedną ziemię, którą my dziś kopiemy. Powiadamy — biedną ziemię; oj, boć prawda to istna! Nie masz pewno w Królestwie tak chudej i ubogiej ziemi, jak jest ziemia nasza. Piaski, błotne niziny, wody i bory — to nasze bogactwo; nic więcej do wygód naszych nie mamy.
Smutne jest nasze życie i w ciągłym zurgu*) schodzi; ponoć i ciężej pracujemy w roli niźli inni mieszkańcy kraju, a przecież nędzny jest nasz kawałek chleba. Chatki mamy bo schludne, chudoby Bóg nam darzy po trosze, boć przy dostatku siana, choć tym bogactwem znaczy się i ratuje puszczański gospodarz.
Bywało, że przodkom naszym wiodło się lepiej, był dobytek w oborze, były pasieki przy domach i w borach, było i prawo bartnicze dla puszczy, boć nam tak opisują książki; był i lud dzielny (jak na przykład brat Konwa, który gromił Szweda), dla niewielkiej ludności był i chleba dostatek.
Ale dziś nad ziemią naszą, z natury swej biedną, zaciążyły grzechy nasze, bo chociaż religię świętą i kościoły mamy, to jednak zmieniły się obyczaje, upadła moralność i cnota, a w długoletniej ciemnocie połowa ludu zgnuśniała. Wielu braci naszych jest takich, co to ni do Boga, ni do ludzi — nędza im wielka doskwiera, a my, co trochę lepiej poznajemy i powołanie człowieka, i sprawy Boże na ziemi, z boleścią serca patrzymy na tych wszystkich, co jak błędne owce wśród lasów żyją, nie myśląc o jutrze.
Toteż jak wy po przyjacielsku i serdecznie witacie nas swoim pismem, i my również całym sercem przyjmujemy wasze dobre słowa i wasze rady. Po kilku wiekach ciemnoty to dla nas najpierwszy i najwierniejszy zwiastun oświecenia — dla nas i dla naszych dzieci.
I dlatego też uchwaliliśmy jednomyślnie i prosimy o łaskawe przysyłanie trzech egzemplarzy Waszego pisma na ręce Wielmożnego Jegomości Księdza Proboszcza w Brodowych Łąkach, na co należną opłatę roczną załączamy, oraz rubla jednego na zakupienie książeczek odpowiednich dla nas, które razem z pierwszymi numerami otrzymać pragniemy.
Za wcześnie to może jeszcze o tym mówić, lecz dla zachęty drugim naszym braciom podajemy, że pod łaskawym przewodnictwem naszego ojca duchownego umyśliliśmy wprowadzić co niedzielę i święto w trzech wioskach czytania niedzielne, do czego nam posłuży wasze pismo i inne dziełka, które podług możności i podług wskazówki waszej zakupować będziemy.
Człowiek sieje, a Bóg wzrost daje — powiada przysłowie — toteż i my pragniemy, aby dzieci nasze i wszyscy bracia zamiast przesiadywania po karczmach, gdzie grzech i zgorszenie panuje, lub też marnowania czasu na swawoli po drogach, raczej razem z nami usiedli, uczyli się i dowiadywali, co też tam ludziska robią po świecie, jak im się wiedzie, jak ich Bóg błogosławi za dobre, a za złe karze.
O postępie i owocach tej naszej pracy, jak również o wielu innych rzeczach z naszej okolicy godnych waszego pisma, kiedy niekiedy pisać do was nie zaniedbamy.
A teraz, ufni w słowa wieszcza, który mówi: „czyń każdy, co każe duch Boży, a całość sama się złoży”, żegnamy Was serdecznym Bóg zapłać.
Puszczanie
Upraszamy Pana Pisarza Gazety Świątecznej o wydrukowanie tego listu, a to dla zachęty innym sąsiadom naszym na puszczy.
*) zurg — znaczy po puszczańsku kłopot.
(w guberni płockiej, powiecie przasnyskim)
Był już raz list w gazecie i z naszej biednej puszczy, ale ja mam teraz ochotę podać wiadomość o trzech wsiach naszych należących do parafii Brodowe Łąki. Jak wszyscy bracia moi rolnicy, co ciężką ręką piszą, tak i ja zaczynam od tego, co nas najwięcej obchodzi i co nam pociechę lub smutek sprawuje.
Oto żyjemy wszyscy, jak to mówią, po staremu: kopiemy i przewracamy ziemię, aby mieć trochę chleba. Ale przy starej pracy nowe troski czasem na nas przychodzą. Ludek tutejszy, jak wszystkie na puszczy – w dawnych czasach bardzo pobożny (jak się daje słyszeć ze starych podań) – parę dziesiątków lat temu oddawał się obrzydliwemu pijaństwu.
Przyszedł potem na niego czas opamiętania: ludzie u nas i starzy, i młodzi, doprowadzeni do biedy i nędzy, przysięgli przed Bogiem i przyrzekli sobie, że już nigdy do tej niecnej pijatyki nie wrócą. Za staraniem kapłanów i nas starszych ludzi trwało to powstrzymanie dosyć długo i nikt z nas do dziś dnia po ten trunek ręki nie wyciągnął. Przy wstrzemięźliwości była też zgoda i braterstwo między dziatwą naszą.
Ale teraz ze smutkiem a boleścią powiedzieć trzeba, że młode pokolenie chwyta się różnych niepotrzebnych wymysłów w przestroju odzienia, a potem – nie znając ślubu, który my uczynili – spieszy do szynków na bawara, a nareszcie dochodzi do rozpusty i poniewierki przykazań Bożych. Prawda, że jest po niewielu tylko takich wyrodków w trzech wioskach naszej parafii, ale i to nam hańbę przynosi. Daj Boże, żeby spełniło się to, o czym pisaliście w numerze 42 „Gazety Świątecznej”: by szynki po wsiach osłabły, a gospody chrześcijańskie zapanowały.
Ale co prawda, to w naszej wiosce Brodowych Łąkach utrzymujemy stary zwyczaj w odzieniu. Jednej tylko nowości pragniemy: byśmy mogli poznać oświatę i u cywilizowanych narodów mieć poszanowanie; aby nad nami rozum zapanował i stał się światłem prawdy u wszystkich naszych współbraci.
Bóg też nam zesłał dobrego kapłana, który gorliwie i w pocie czoła nad nami pracuje w kościele i w parafii, do trzeźwości i pracy nakłania – i widać nieraz, jak od mozolnej pracy na ambonie, wśród zgromadzonego ludu, spływa pot z jego czoła. Bóg dobry niechaj zlewa na niego wszelkie łaski, a my dziękujemy za to, że tępi złe, a rozsiewa dobre. W Bogu nadzieja, że i tych kilku oderwanych od nas ludzi niedługo nawróci się i połączy z nami.
Za staraniem naszego ojca duchownego każda wioska parafii naszej odbiera gazetę; z jego też poręki mamy już zakupionych za 10 rubli blisko różnych książeczek, które co niedziela i święto wspólnie na zebraniach czytamy. Podobają nam się te rady dobrych ludzi – o, bo i komu by się nie podobało tyle i tak pięknych rzeczy, o jakich tam ci poczciwi ludziska piszą!
Najlepiej utrzymały się mnie w pamięci rady albo badania nad umoralnieniem ludzi. O, jakże to tam dużo a pięknie ten 75-letni staruszek pisze, jak po ojcowsku mówi i radzi, to aż ochotno przy tej książce posiedzieć; aby szkółki wiejskie były po parafiach; aby w każdej wsi był dozór gromadzki z poczciwych gospodarzy złożony, który by baczył na obyczaje młodzieży; aby były ochronki dla dzieci, lekarze gminni lub felczerzy ratujący nasze życie i zdrowie itp. Nieprędko doczekamy się może tego wszystkiego, ale cieszy nas i to, że choć nigdzie nie bywamy, dowiadujemy się i uczymy się, jak jest i jak być powinno na świecie.
Upodobanie w takiej zabawie i nam już przynosi pożytek, bo ludzie przestają próżno wałęsać się po wsi, a słuchają i uczą się, jak Bogu i bliźniemu służyć, jak gospodarstwo swoje i mienie w dobrym stanie utrzymać i z niecierpliwością nieraz wyglądają świeżych numerów gazety, i nowin, jakie tam pan pisarz nam przyśle.
Z wiosną przystępujemy do naprawy naszego kościoła. Mamy też postanowione zakupić znowu więcej książeczek dla tych, co pilniej przychodzą na nasze zebrania oraz co lepiej umieją czytać. Każdy taki dostanie dla siebie albo jaką książkę historyczną, albo do nabożeństwa. Jak to zobaczą, to może i drudzy, co jeszcze oddają się próżnowaniu i trunkom, przejdą na naszą stronę. Żebyśmy to wstrzemięźliwie i trzeźwo wszyscy na zebraniu powitać się mogli, z czego niech płynie nam – jako braciom jednej parafii – wspólna sława, ojcu duchownemu pociecha, a Bogu chwała!
A teraz podaję wiadomość o jednym wypadku, który może być ludziom przestrogą. Będzie parę miesięcy, jak ukradziono pewnemu gospodarzowi we wsi Krukowie parę koni i wóz. Gospodarz spostrzegł to prędko i uczynił gwałt po wsi. Sąsiedzi, zerwawszy się ze snu, zbiegli się co prędzej, wpadli na ślad, dali gospodarzowi silnego konia i wraz z nim sami puścili się w pogoń.
Poszkodowany gospodarz pędził bez litości, pozostawił przy tym sąsiadów daleko za sobą. Dopada on złodziejów, zabiega im drogę, wołając: „Stójcie, panowie!”, chwyta konie za cugle i krzyczy: „To moje!”. Na to jeden z rabusiów wypada z wozu i uderza gospodarza w głowę. Gospodarz z rozpaloną krwią chwyta deskę z wozu, czyli siedzenie, i broniąc się, godzi rabusia w łeb. Tymczasem drugi rabuś wpada na gospodarza – ale i ten został tak samo ugodzony śmiertelnie. Trzeci widzi, że nie żartem, więc zmyka jak niepyszny w stronę. Teraz dopiero dobiegli sąsiedzi, ale już było po wszystkim. Leżało dwóch Żydów zabitych, a kto był trzeci, nie wiadomo. Właściciel koni sam do winy się przyznaje, że od jego własnej ręki są zabici. Z tego powodu było śledztwo i sprawa ta jest w sądzie, a co będzie, to nie wiadomo. Od tego czasu o kradzieżach koło nas nie słychać, tak jakby je na kłódkę kto zamknął
Panie pisarzu „Gazety Świątecznej”, upraszam bardzo pięknie o wydrukowanie mego listu, a to dla zachęty moim braciom, i proszę o poprawienie, gdzie co jest niedorzecznego, bo mój umysł chłopski, a ręka ciężka od pracy.
Gospodarz,
Franciszek Pieńkosz
GAZETA ŚWIĄTECZNA
rocznik pierwszy za rok 1881, № 1 + spis rzeczy, str. 3-4
Pijaństwo i wstrzemięźliwość
Co mówią włościanie ...................... 50
Spod Jabłonny (nad Bugiem), list ...................... 51
Z parafii wieczwińskiej [Wieczfnia?], list ...................... 48
Z Brodowych Łąk, list ...................... 48
Artykuły i listy różnej treści
List do czytelników „Gazety” ...................... 48
Z Brodowych Łąk, list ...................... 48
[Spis sporządzony po zakończeniu roku; na karcie wydawniczej zamieszczono datę zezwolenia cenzury: 31 grudnia 1881 r.]
Pan Ludwik Borek, stolarz w Dubnie, nadesłał nam list, który kończy takimi wyrazami: „Za niezgrabne pisanie przepraszam, gdyż od hebla do pióra bardzo trudno”.
Pisarz Gazety Świątecznej nie patrzy jednak na to, czy kto zgrabnie lub niezgrabnie pisze, przeciwnie, tym większą czuje on radość, im lepiej znać po piśmie, że wyszło spod ręki, która nie do próżnowania, ale do pracy pożytecznej jest przyzwyczajona.
Listy takich ludzi, jak pan Ludwik Borek, stolarz, jak panowie: stelmach Mięsowski w Przasnyszu, szewc Kazimierz Bortnowski w Bindudze, Wincenty Boroń, rzemieślnik we wsi Chrobrzu, K. K., snycerz w parafii Nidockiej, włościanie gospodarze: Józef Marchel w Krzemieniu, Piotr Bolesta w Tchórznicy, Stanisław Deptuła w Kacicach, Maciej Pakuła w Orzechowie, Ludwik Wojewoda w Sędowicach, Franciszek Grzeszuk w Ostrówkach, Franciszek Pieńkosz w Brodowych Łąkach (na Kurpiach), Tomasz Jarzębski we wsi Nowina-Narty lub mieszczanin rolnik Jan Szypulski w Filipowie i inni — listy takich ludzi, choć w nich to to, to owo poprawić przyjdzie, są dla Gazety naszej chlubą największą, a dla kraju świadectwem, że wśród włościan i mieszczan naszych są prawdziwi i światli obywatele, że stany te mają już w niektórych okolicach pośród samych siebie przewodników na drodze do dobrego, do obyczajności i do oświaty.
Kiedy w dawnych czasach sama szlachta była uważana za obywateli, to dzisiaj wy, mieszczanie i włościanie, na równi ze szlachtą, jeśli tylko pojmujecie swoje położenie i obowiązki, prawdziwymi obywatelami kraju jesteście.
Że zaś są między nimi obywatele nie tylko dbający o własną oświatę, ale chcący ją i na drugich przelać, oprócz wielu świadectw, jakie już mieliśmy i w części podawaliśmy w Gazecie, mogą świadczyć także i słowa następujące, które z listu pana Borka wyjmujemy.
Oto co on pisze: „Za podaną w Gazecie radę, jak uczyć czytać i pisać na książce „Obrazkowa Nauka”, załączam serdeczną wdzięczność, bo przy pomocy Boga i za pośrednictwem Gazety w przeciągu siedmiu tygodni nauczyłem z tej książki czytać i jako tako pisać dwóch małych chłopczyków i nie zbaczam z tej prostej i wiadomej już drogi do oświaty. Postępuję i dalej za tymi radami w imię Boże...”
R. 2, 1882, № 13 (65), str. 1-2
Czytelnik „Gazety Świątecznej” w Krasnosielcu, pan Jakub Grabowski, rozmawiał niedawno z drugim czytelnikiem, panem Walentym Obrębskim, gospodarzem z Baranowa. Aż ten ostatni w rozmowie tak powiedział: „Przysłuchalim się, że w Brodowych Łąkach otrzymują gazetę, i my więc w latosim roku złożyliśmy się i odbieramy gazetę. Przysłali nam i kalendarz. A co to w tym kalendarzu jest różnoty! Nawet o nas tam jest napisano! Nie ganią oni nas, ale nazywają nas Kurpiami. Ja myślałem, że to tylko te wasze szulery nas tak nazywają, a to nawet w pismach tak jest! Zdaje się, że oświecenie w pismach [oświatę] nasz naród poznaje i młodzi się przestrajają już po szlachecku, a w kurpiach nie chodzi nikt, chyba w chodakach – i to tylko w powszedek – a to wszystko nic nie znaczy! Niżej człeka cenią niźli bydlę, bo kurp upleciony z łyka nie znaczy i za koguta. Takie warszawiaki powinni nas zwać chłopami puszczanami; nazwa nasza powinna być od miejscowości, a nie od ubóstwa ojców i dziadów naszych”.
Pan Obrębski to powiedział, a pan Grabowski słowa jego spisał i nam przysłał; my zaś, powtórzywszy je tu w „Gazecie”, dajemy tłumaczenie.
Nie gniewajcie się, bracia, i nie obrażajcie się, kiedy was kto zwie Kurpiami, bo nie ma w tym nic złego. Nie tylko w Warszawie, ale i w całym kraju Kurpiami was nazywają, a czynią to nie w żadnej złej myśli i nie dlatego, żeby was nisko cenili, broń Boże! Przeciwnie – mówią wszędzie, że Kurpie to lud dobry, poczciwy, pobożny i pracowity; wszędzie was uważają jak najlepiej. Nazwa Kurpie od dawnych czasów weszła w zwyczaj; nazywają was Kurpiami, choć nie wiedzą nawet często, że wy sami tak nazywacie obuwie z łyka plecione.
A i obuwie z łyka plecione nie jest złe i nie trzeba się go wstydzić. Dawniej w całym kraju naszym wszyscy takie obuwie na nogach nosili. Oto i ojciec królów polskich, Piast, w takim obuwiu niegdyś chodził; tak samo i pierwszy książę czeski, Przemysław.
A choćby ojcowie i dziadowie nasi z ubóstwa tylko obuwie takie nosić mieli, to czyż nam się tego wstydzić? O nie, uchowaj nas Boże! A toć tylu świętych dobrowolnie w ubóstwie żyło, bo wiedzieli, że od ubóstwa prostsza droga do nieba, niźli od bogactwa. Toć i sam Pan Jezus w ubóstwie się narodził i żył ubogo. A myżbyśmy się mieli wstydzić tego, że ojcowie nasi w obuwiu z łyka chodzili? O! Wyrodne by z nas dzieci były, gdybyśmy się zapierali tego.
Myślą też młodzi, że jak się kto aby trochę oświecił, to już powinien zrzucić suknie ojców swoich, a przebrać się po niemiecku czy tam po szlachecku. O i to nieprawda! Nie wiedzą oni, co to oświata. Można być zupełnie ciemnym, a przebrać się po szlachecku; i można być oświeconym, a nosić ubiór taki, jak ojcowie nosili. A nawet ten ojcowski strój lepiej do nas zawsze przystaje, jakoś w nim człowiek ładniej wygląda. Tak przynajmniej myślę ja, pisarz „Gazety” – i tak myśli wielu ludzi oświeconych, którym smutno robi się na duszy, kiedy widzą, jak w niektórych okolicach kraju ciemna młodzież porzuca swój dawny ubiór i przebiera się w kuse niemieckie surduty.
SŁOWNIK GEOGRAFICZNY KRÓLESTWA POLSKIEGO I INNYCH KRAJÓW SŁOWIAŃSKICH.
T. 4, STR. 369
powiat ostrołęcki, gmina Wach, parafia Brodowe Łąki. W roku 1827 było tu 35 domów, 217 mieszkańców; obecnie ma obszaru 1011 mórg.
GAZETA ŚWIĄTECZNA
R. 4, 1884, № 17 (173), str. 2-3
Tydzień 17. (kwiecień 1884)
oraz tych przedpłacicieli całorocznych, na których one padły losem
(Ciąg dalszy — Początek był podany w numerze 171 „Gazety”).
Obraz kolorowany, przedstawiający kaplicę z obrazem cudownym Najświętszej Maryi Panny w Częstochowie, otrzymują:
Franciszek Pieńkosz w Brodowych Łąkach pod Myszyńcem na Puszczy;
KURJER PORANNY, 1884, № 204, str. 7
12 / 24 lipca 1884
KURJER WARSZAWSKI, 1884, № 203B, str. 6
12 / 24 lipca 1884
W dniu 18 (30) lipca r. b., o godzinie 10 rano, we wsi Brodowe Łąki nad rzeką Omulew, wpadającą do Narwi, w pow. przasnyskim, gub. płockiej położonej, odbędzie się sprzedaż w drodze publicznej licytacji drzewa budulcowego, obrobionego i przygotowanego do spławu nad rzeką, w ilości 800 sztuk.
Sprzedaży dopełni komisarz sądowy płockiego sądu okręgowego Jan Gąsiewski.
R. 4, 1884, № 49 (205), str. 5
Treść: Zabranie proboszcza z parafii. – Parafianie, choć bez przewodnika, biorą się do naprawy kościoła. – Poświęcenie świątyni w dzień świętego Michała, na odpuście.
Parafia nasza składa się z tysiąca przeszło ludności. Lud u nas dobry, pracowity, a szczególniej do kościoła przywiązany. Zawdzięczamy to księdzu Hieronimowi Żołnierkowskiemu, dziś już w Bogu spoczywającemu, który przez dwadzieścia jeden lat był u nas proboszczem i zarządzał nami. Dbał on równie o dusze swoich parafian, jak i o porządek w Domu Bożym; toteż trzeba przyznać, że u nas sprzęty kościelne są piękne i dosyć ich mamy.
Po śmierci naszego proboszcza dostaliśmy innego, który także gorliwie nad parafią pracował. Za jego to staraniem wyjednaliśmy sobie u władzy pozwolenie na naprawę kościoła i pokrycia go blachą żelazną. Ale że czasy były bardzo ciężkie, parafianie nie mogli się zdobyć na tak duży wydatek, więc odłożyli to na czas późniejszy.
Tymczasem nasz proboszcz przeniósł się do innej parafii, a do nas przyjechał ksiądz Płocharski, który zarządzał parafią Brodowych Łąk przez dwa lata. Ponieważ dach psuł się coraz więcej i już nie można było dłużej zwlekać z naprawą kościoła, tegoż 1884 roku zgodziliśmy na koniec majstra, żeby nam na kościele wierzch zrobił i pokrył później dach blachą żelazną. Jużeśmy przysposobili materiały na budowę potrzebne i pod nadzorem proboszcza i dozoru kościelnego zabierano się do roboty.
Aż tu naraz, nie ostrzegając nas wcale, zjeżdża do nas ksiądz dziekan i zabiera naszego proboszcza do innej parafii, oddając nas w administrację księdzu proboszczowi parafii baranowskiej. Działo się to w miesiącu marcu – zostaliśmy jak osieroceni i, co więcej, powiedziano nam, że nie zaraz dostaniemy proboszcza, bo braknie księży.
Była bieda, co robić z naprawą kościoła, kiedy nie mamy przewodnika? Rada w radę, stanęło na tym, że trzeba dalej robotę prowadzić. Majster się zabrał do pracy i zdjął dach, żeby dać nowe wiązanie, ale najniespodziewaniej, gdy dach zdjęto, runęła cała boczna ściana, spróchniała od starości.
Wtedy w całej parafii wszczął się płacz i lament wielki.
– Tak już Bóg chciał – mówiliśmy – straciliśmy już kapłana, a teraz i kościół się wali – widać, że nam już nie sądzono mieć Domu Bożego u siebie!
Ale zebrali się wszyscy na zebranie parafialne i dopiero wszyscy krzyknęliśmy jednogłośnie, dorośli i niedorośli, nawet i kobiety, że nie damy upaść naszemu kościółkowi, ale go własnymi rękami wzniesiemy na powrót.
I w samej rzeczy, jakeśmy się zawinęliśmy, to w przeciągu sześciu miesięcy kościół stanął naprawiony zupełnie, jakby nowy. Ale też wszyscy pracowali dużo i szczerze przy nim, nie tylko ofiarami, ale i robotą rąk własnych. Nikt nas nie pilnował, nikt nam nie przewodniczył, lecieliśmy sami do roboty jeden przez drugiego, a co kto mógł, to robił.
Bóg nas błogosławił, bo oto nasz kościół dziś stoi naprawiony zupełnie. Na dachu jest piękna wieża, czyli kopuła, wysoka na pięć sążni, a wkoło niej są cztery małe kopułki, wysokie na półtrzecia łokcia. Wygląda to prześlicznie. Wieże kryte są blachą cynkową, a kościół żelazną. I tak za Bożą pomocą stanął nasz kościółek na powrót, a my ze łzami radości w oczach patrzymy na niego, bośmy go budowali własnymi rękami.
Co roku w dzień świętego Michała, jako patrona naszej parafii, bywa u nas odpust. Tego roku kościół był już gotów na czas, a za staraniem księdza kanonika Kowalewskiego, proboszcza baranowskiej parafii, właśnie tego dnia miał być poświęcony.
Najstarsi ludzie nie pamiętają takiej uroczystości ani takiego zgromadzenia ludzi. Zjechało się kilku księży, przyjechał ksiądz dziekan i w ich obecności ksiądz kanonik Kowalewski poświęcił nowo naprawiony kościół. Z innych parafii ludzie przyszli na tę uroczystość z procesją, z chorągwiami i obrazami. Gdyśmy przed nabożeństwem zebrali się poza kościołem, widzieliśmy, jak z trzech stron idą takie kompanie, śpiewając pobożne pieśni.
Sam nie wiem, co się wtedy ze mną działo, czy mi było wesoło, czy smutno, ale gdym spojrzałem na nasz śliczny kościółek z błyszczącymi wieżami, na te pobożne kompanie, na różnokolorowe chorągwie coraz się zbliżające do nas – rozpłakałem się. Nie tylko ja, ale wszyscyśmy płakali.
Cały dzień świętego Michała nam tak jakoś dziwnie zszedł – nabożeństwo było prześliczne, a obrzęd poświęcenia kościoła wszystkich nas mocno poruszył. Ludzi obcych było tyle, jak może nigdy jeszcze u nas, a wszyscy winszowali nam kościoła i dziwili się, żeśmy dali radę sami tej budowie. My sami dzisiaj nie wiemy, jak się to stało tak prędko i składnie, ale widać Bóg był z nami i błogosławił naszej pracy. Że była tam łaska Boża, tośmy widzieli sami.
Ot, na przykład przy budowaniu zrębu jeden z robotników spadł na ziemię z wysokości kilku sążni i od razu stracił przytomność! Myśleliśmy, że się zabił na miejscu, bośmy się go dotrzeźwić nie mogli – odwieźliśmy go do domu, myśląc, że już po nim będzie. Tymczasem w przeciągu jednej doby podniósł się zdrów zupełnie i do dziś nic mu się nie stało, zdrów jest ciągle.
Wybudowaliśmy sobie kościół, i to śliczny, ale cóż z tego, kiedy już ósmy miesiąc mija, jak nie mamy kapłana. Nie daj Boże, aby to długo potrwało, bo tak nam jakoś ciężko i smutno, że aż rady sobie dać nie możemy. Gdy umarłego grzebiemy, nie zawsze możemy sobie sprowadzać księdza – i ledwo że wtedy organista nad grobem zaśpiewa. Mamy obietnicę od samego Biskupa, że nam prędko przyślą już księdza – daj nam Boże, aby to jak najprędzej się stało.
Stały przedpłaciciel gazety,
Franciszek Pieńkosz
GAZETA ŚWIĄTECZNA
R. 4, 1884, № 1 (157) + SPIS RZECZY, str. 3-4
Sprawy kościelne i parafialne
Budowa kościoła przez włościan w Brodowych Łąkach, ...................... r. 205, list
Listy
Z par. Brodowych Łąk ...................... 205
[Data zezwolenia cenzury: 22 stycznia 1885 r.]
We wsi Brodowe Łąki, w gminie Zaręby, w powiecie przasnyskim, wskutek nadmiernego użycia wódki zmarł nagle 50-letni Karol Grunwald.
R. 7, 1887, № 28 (340), str. 7
Panu Franciszkowi Pieńkoszowi w Brodowych Łąkach
Dziękujemy wam za wiadomość o owej strasznej zbrodni. Wstrzymaliśmy się od podania jej w Gazecie, aby maluczkich, co też czasem czytają, nie zgorszyć.
Treść: Odnowa kościoła. — Częste zmiany księży. — Nadzieja co do rozszerzenia się parafii.
Donosiłem już w roku 1884-tym do „Gazety Świątecznej” o naszym kościele, któryśmy własnymi siłami, pomimo wszelkich przeciwności, odnowili. Kościół ten ma długości 15 sążni, a szeroki jest, licząc z przyczółkami, 10 sążni. Chociaż zaś nasza parafia jest bardzo nieliczna, bo składa się tylko z tysiąca ludności, to jednak pod przewodnictwem księdza proboszcza Stanisława Świtkiewicza daliśmy odmalować tę naszą świątynię z zewnątrz i wewnątrz farbą olejną.
Na białym suficie są namalowane cztery obrazy. Pierwszy od wielkiego ołtarza przedstawia Zwiastowanie Najświętszej Maryi Panny, drugi Przemienienie Pańskie, trzeci Świętą Trójcę, a czwarty Matkę Boską karmiącą; ten ostatni obraz jest najbliżej chóru. Prócz tego na ścianach znajduje się 14 obrazów męki Pańskiej, na nowo odmalowanych, i 12 zacheuszek do konsekracji. Wielki ołtarz został rozszerzony i na nowo odzłocony, a w nim jest obraz Matki Boskiej Częstochowskiej.
Dwa boczne ołtarze także odnowiono, a pomiędzy filarami odzłoconej na nowo ambony jest 5 zwierciadeł ofiarowanych przez Jana Bączka z Warszawy. Na szczycie kościoła postawiono krzyż z wizerunkiem Pana Jezusa, a dach żelazny także w tym roku pomalowano. Wszystko to wygląda ślicznie. Malarze i pozłotnicy, którzy wykonywali te wszystkie roboty, bardzo sumiennie je wypełnili.
Teraz więc nic nie brakuje naszemu kościołowi, tylko organy potrzebują koniecznie naprawy. I to też po niejakim wypoczynku weźmiem się pewno do nich niezadługo. Prócz tego trzeba by jeszcze cmentarz otoczyć murem, gdyż teraz jest tylko drewniane dylowanie.
Dodaję, że i w plebańskim domu w obecnym czasie pomalowano też na nowo cztery pokoje, tak że wszystko wygląda bardzo pięknie.
Rozważcie to więc sobie, czytelnicy, jakie to chęci dobre u naszych parafian, że na to wszystko starczyło funduszów, bo chociaż odebrali oni z banku po śp. księdzu Janie Soćko 561 rubli, ale to wszystko samo nie przyszło do ręki — dużo jeszcze trzeba było złożyć. Ale za to, dzięki Bogu, nic nam teraz nie brakuje, bo świątynia, co stoi wśród nas, przyświeca nam jak słońce na niebie, a każdy przechodzień zastanawia się nad tym i podziwia, że dopięliśmy tego, co zdawało się niepodobieństwem.
Ale pomimo takich dobrych chęci naszych księża proboszczowie niedługo u nas bawią i rychło przenoszą się na inne miejsce, a to dlatego, że nas jest mało, bo tylko około tysiąca dusz w parafii. Daj też Boże, aby się spełniły zamiary księdza biskupa, który sam się przekonawszy, jak blisko od nas leżą wioski należące do innych parafii — myszynieckiej, kadzidelskiej, baranowskiej, chorzelskiej i zarębskiej — myśli podobno o przyłączeniu niektórych tych wiosek do naszej parafii.
Bo też kościół nasz napełniony bywa ludźmi z tamtych parafii co niedziela, a głos dzwonów naszych obija się o ich uszy.
Gdyby zaś ziścił się ten zamiar biskupa, to parafia nasza byłaby dość liczna i kapłani nasi chętniej by u nas przebywali.
Przedpłatnik Gazety, włościanin
Franciszek Pieńkosz
GAZETA ŚWIĄTECZNA
R. 8, 1888, № 49 (413), str. 5
20 listopada / 2 grudnia 1888 r. (niedziela)
Mianowany został rządcą parafii Brodowych Łąk ks. Franciszek Borysowicz z Ciechanowa.
Przeniesiony został do Lubiela ks. Józef Dmochowski, rządca parafii Nowej Wsi.
GAZETA ŚWIĄTECZNA
R. 8, 1888, № 1 (365) + SPIS RZECZY, str. 4
Listy do Gazety
Z par. Brodowych Łąk, ...................... 368
[Data zezwolenia cenzury: 17 grudnia 1888 r.]
GAZETA ŚWIĄTECZNA
R. 9, 1889, № 3 (420), str. 3
8 / 20 stycznia 1889 r. (niedziela)
Mianowany został rządcą parafii Brodowych Łąk ks. Franciszek Borysowicz.
Przeniesieni wikariusze: do Rypina ks. Leon Olszewski z Kadzidła; do Kadzidła ks. Hipolit Bauer z Lipowca; do Lipowca ks. Piotr Żajkowski z Pułtuska; do Pułtuska ks. Roman Mosakowski z Ciechanowa; do Ciechanowa ks. Julian Ruszyński z Lekowa.
SŁOWO
R. 11, 1892, № 30, STR. 2
9 lutego 1892 r. (wtorek)
[...] wikariusz parafii Raciążek, ks. Walenty Załuski, administratorem parafii Osiek Wielki; b. administrator parafii Brodowe Łąki, ks. Franciszek Borysowicz — na czynność administratora parafii Słupno i nowo wyświęcony Marian Haciński — wikariuszem parafii Krasne.
Przeniesieni:
Proboszcz nieklasowej parafii Koziebrody, ks. Piotr Kwiatkowski — na czynność administratora parafii Radzanów; administrator parafii Brodowe Łąki, ks. Szymon Tumoss — na czynność administratora parafii Baranowo; administrator parafii Baranowo, ks. Antoni Kamiński — na czynność administratora parafii Sońsk [...]
SŁOWO
R. 11, 1892, № 47, str. 2
29 lutego 1892 (poniedziałek)
kanonik kapituły katedralnej płockiej, profesor seminarium i administrator parafii Kucice, ks. Franciszek Jarnicki — asesorem konsystorza diecezjalnego płockiego z pozostawieniem przy dotychczasowych obowiązkach; wikariusz parafii Zuzela, ks. Klemens Grewkowicz — administratorem parafii Brodowe Łąki.
GAZETA ŚWIĄTECZNA
R. 12, 1892, № 11 (584), str. 3
1 / 13 marca 1892 (niedziela)
ks. Szymon Tumuss z Brodowych Łąk do Baranowa; ks. Antoni Kamiński z Baranowa do Sońska; ks. Antoni Wyziński z Osieka Wielkiego do Koziebrodów [tj. Koziebród]; ks. Franciszek Borysowicz z Brodowych Łąk do Słupna.
GAZETA ŚWIĄTECZNA
R. 12, 1892, № 1 (574) + SPIS RZECZY, str. 7
31 grudnia 1892
[...] ks. Franciszek Choromański z Glinojecka do Mazowsza; ks. Szymon Tumow [Tumoss?] z Wyszogrodu do Brodowych Łąk; ks. Józef Malanowski z Chełmicy do Zeńboku; ks. Franciszek Kukuła z Ostrowitego do Chełmicy [...]
GAZETA ŚWIĄTECZNA
R. 14, 1894, № 36 (714), str. 4
28 sierpnia / 9 września 1894 (niedziela)
[...] Przeniesieni rządcy parafii: ks. Klemens Grefkowicz z Brodowych Łąk do Strzyg; ks. Kazimierz Kucharski ze Strzyg do Osieka; ks. Wincenty Stankiewicz z Karnkowa i ks. Julian Ruszczyński z Zagroby — jeden na miejsce drugiego.
SŁOWNIK GEOGRAFICZNY KRÓLESTWA POLSKIEGO I INNYCH KRAJÓW SŁOWIAŃSKICH
powiat przasnyski, gmina i parafia Zaręby, odległa o 36 wiorst od Przasnysza, o 1 wiorstę od granicy pruskiej, poza którą leży miasto Wielbark, posiada kościół parafialny drewniany, urząd gminy z kasą wkładowo-zaliczkową, posterunek straży pogranicznej i karczmę; 123 domy mieszkalne, 790 mieszkańców, 2695 mórg (682 nieużytków).
W roku 1827 było 50 domów, 313 mieszkańców. W roku 1868 folwark Zaręby Kościelne rozległość mórg 2665.
Wieś Zaręby Kościelne: osad 121, mórg 2331; wieś Krukowo: osad 78, mórg 2816; wieś Rzodkiewnica: osad 29, mórg 1519; wieś Binduga: osad 20, mórg 754; wieś Nowa Wieś: osad 21, mórg 713.
W roku 1852 ogólny obszar wsi i folwarku podano na 359 włók nowopolskich. Według pomiaru za rządu pruskiego było 787 włók magdeburskich, w tym 211 włók łąk i 262 włók lasu.
W rejestrze poborowym z XVI wieku nie ma jeszcze tej wsi ani żadnej z osad składających dziś gminę. Była tu wtedy puszcza nadgraniczna zapewne. Drobne osady leśne (Łaz, Budki i tym podobne) należały zapewne do parafii Chorzele. Może dopiero w pierwszej połowie XVII wieku nastąpiło wykarczowanie obszarów leśnych, z ubogą i jałową glebą, i założenie wsi, które przybrały przeważnie nazwy dawnych obrębów leśnych.
Kościół parafialny powstał tu zapewne przy końcu XVII wieku. Obecny wzniósł w roku 1775 Antoni Zieliński, właściciel wsi. Liczba parafian, dekanat przasnyski – 1725 dusz.
Zaręby, gmina należy do sądu gminnego okręgu IV, ma 13 646 mórg (5084 mórg nieużytków), 513 domów mieszkalnych, 3734 mieszkańców. Spośród zapisanych do ksiąg stałej ludności jest 10 protestantów i 5 Żydów.
W gminie znajdują się 2 kolonie, papiernia, tartak, młyn wodny, wiatrak, 2 karczmy.
W skład gminy wchodzą: Binduga, Borek, Brodowe Łąki, Budki, Krukowo, Łaz, Małowidz, Nowawieś, Ostrówek, Poścień, Pruskołęka, Rachujka, Rawki, Rzodkiewnica, Skuze, Strękowo, Wierzchowizna, Zaręby Kościelne.
[Podana w haśle nazwa Zaręby Kościelne jest prawdopodobnie błędna. Opis odnosi się do wsi Zaręby koło Chorzel, położonej w pobliżu rzeki Omulew. Natomiast miejscowość Zaręby Kościelne leży nad rzeką Brok, w innej części Mazowsza.]
SŁOWNIK GEOGRAFICZNY KRÓLESTWA POLSKIEGO I INNYCH KRAJÓW SŁOWIAŃSKICH.
powiat ostrołęcki, gmina Wach, parafia Brodowe Łąki.
W roku 1827 było 55 domów, 374 mieszkańców, [ówcześnie] parafia Baranowo.
Ludwik hr. Krasiński (1833–1895)
Właściciel dóbr Krasnosielc, filantrop i inicjator pomocy dla głodujących Kurpiów w 1881 roku. Pięć lat później założył w Kadzidle warsztaty produkujące guziki, które zapewniły zatrudnienie wielu mieszkańcom Puszczy Zielonej.
[Rysunek z 1895 roku, opublikowany w „Biesiadzie Literackiej”. Ze zbiorów Mazowieckiej Biblioteki Cyfrowej.]
KURJER WARSZAWSKI, DODATEK PORANNY
14 / 26 kwietnia 1895 (piątek)
Przemysł i rolnictwo ukochał, podniesieniu przemysłu i rolnictwu czas swój i usiłowania przez kilka dziesiątków lat poświęcił, więc też u przemysłowców i rolników na miłość i uznanie zarobił, więc też oni przeważnie hołd zwłokom świętej pamięci Ludwika hrabiego Krasińskiego oddali.
Przez życie całe rozgłosu nie szukał i nie lubił, gdy zasługi jego podnoszono, w ogóle skromnością się odznaczał, więc też w skromnym czarnym tużurku został do trumny złożony, więc rodzina skromność tę szanując, pompy pogrzebowej zaniechała zupełnie.
Pogrzeb zwłok pana rozległych włości, posiadacza dużych kapitałów, jak go ksiądz Koskowski w mowie swojej pogrzebowej nazwał, był wspaniałym niezwykle.
Oprócz członków rodziny prawie że nie było na nim zupełnie reprezentantów rodzin wielkich, ale właśnie liczny współudział deputacji z Warszawy, uczestnictwo nieprzejrzanych tłumów włościan świadczyły wymownie o zasługach zmarłego i o zasług jego i usiłowań uznaniu.
Pociągiem nadzwyczajnym Kolei Nadwiślańskiej, wiozącym zwłoki zmarłego i członków rodziny, udało się do Krasnego kilkadziesiąt osób, złożonych z rolników, przemysłowców, reprezentantów prasy itd.
Na dworcu w Ciechanowie powitał zwłoki liczny poczet duchowieństwa i tłumy mieszkańców okolicznych. Ksiądz proboszcz ciechanowski odprowadził zwłoki aż do krzyża poza miastem, skąd powiedziono je dalej do Krasnego. Karawan ze zwłokami, wóz z wieńcami, kareta żałobna wdowy, a następnie długi szereg pojazdów i wozów przejeżdżały przez wsie, których mieszkańcy stali po drogach z modlitwą na ustach. Na każdym niemal domu przydrożnym od stacji w Ciechanowie aż do Krasnego, na każdym krzyżu widniały cyfry zmarłego, korona hrabiowska, krepą czarną odwiedzione. W Ciechanowie w czasie przejazdu orszaku żałobnego sklepy były pozamykane.
Wszystko to nadawało smutnej ceremonii nastrój uroczysty, spotęgowany wielce w Helenowie, odległym od Krasnego o wiorst kilka. Tu czekało liczne duchowieństwo, bractwa kościelne ze świecami i pochodniami, wreszcie kapela cukrowni w Krasińcu, która stanąwszy na czele konduktu, wiodła go do świątyni w Krasnem. Odtąd wszyscy uczestnicy orszaku szli za trumną pieszo drogą, oświetloną szeregiem płonących beczek smolnych.
Śpiewy duchowieństwa i bractw, dźwięki kapeli wśród tysięcy świateł na przestrzeni kilkuwiorstowej, wśród nocy gwieździstej nadawały uroczystości urok i zarazem powagę wielką.
W ten sposób o godzinie 10 w nocy orszak żałobny stanął u bram pięknego kościoła w Krasnem, przyozdobionego zielenią. Tu proboszcz miejscowy powitał zwłoki mową, po czym trumnę ustawiono na katafalku.
Wczoraj od wczesnej godziny rannej przybyli nawet z dalekich okolic kapłani odprawiali mszę świętą.
O godzinie 11 przed południem rozpoczęły się wigilie, a po nich uroczysta msza żałobna, którą celebrował proboszcz miejscowy ksiądz Damian Łowiński, przy asystencji księdza Michała Sawickiego, proboszcza z Brodowych Łąk, i księdza Główczyńskiego z Krasnosielca.
Vanitas vanitatum et omnia vanitas – od tych słów mędrca rozpoczął następnie ksiądz kanonik Edmund Koskowski z Pałuk mowę pochwalną, podnosząc zalety charakteru i zasługi zmarłego.
O godzinie pierwszej w południe delegaci pojedynczych sekcji tutejszego oddziału Towarzystwa Popierania Ruskiego Przemysłu i Handlu zanieśli trumnę do podziemi kościelnych, gdzie złożono ją w sarkofagu murowanym, przygotowanym przez zmarłego dla siebie, obok grobu pierwszej małżonki, wdowy po Zygmuncie Krasińskim. Stara to świątynia, stare też grobowce; spoczywają tam przodkowie Krasińskich z Krasnego, począwszy od Walerego Krasińskiego, pogrzebanego tam jeszcze w wieku XIV.
Na tym skończyły się uroczystości pogrzebowe, na które wczoraj przybyło 40 kapłanów, około 70 ziemian z sąsiedztwa bliższego i dalszego oraz nieprzejrzane tłumy oficjalistów i włościan.
Na pogrzeb przybyli między innymi panowie: Mikołaj Glinka ze Szczawina, hrabia Jabłonowski z Galicji, radca Kłobukowski, ordynat Krasiński, Józef hrabia Krasiński, radca Antoni Ostrowski z Leszna, Henryk hrabia Potocki, Edward hrabia Raczyński, Michał książę Radziwiłł (wprost z Rzymu, dokąd wyjechał był na ślub księżnej Doroty Radziwiłłówny) itd. itd.
Na trumnie złożono jeszcze wieńce następujące: od radcy zarządzającej zapisem Kickiego, zacnemu pracodawcy – wdzięczni majstrowie robót budowlanych, wieniec srebrny od administracji fabryki wyrobów rogowych i inne.
Dla całego orszaku w Ciechanowie przygotowano ekwipaże i następnie ulokowano ich wygodnie w pałacu w Krasnem i Krasińcu, za co podziękowanie należy się mecenasowi Wrotnowskiemu, który kierował urządzeniem pogrzebu i przyjęciem przybyłych.
Wczoraj w czasie obiadu, do którego zasiadło około 300 osób, pan Jeziorański imieniem rolników wypowiedział mowę, w której podnosił zasługi zmarłego około podniesienia rolnictwa w kraju, zaznaczając, że zmarły umiał, mógł i chciał pracować dla dobra współziemian.
Artysta malarz, pan Szpądrowski, ważniejsze chwile uroczystości pogrzebowych szkicował.
KURJER WARSZAWSKI, DODATEK PORANNY
R. 76, 1896, № 202, str. 3
11 / 23 lipca 1896 r. (czwartek)
emeryt,
opatrzony św. Sakramentami, po długich i ciężkich cierpieniach, zmarł w Brodowych Łąkach dnia 20-go lipca 1896 roku, przeżywszy lat 80.
Pogrążeni w smutku: żona, synowie, córki, zięciowie, synowe i wnuki zapraszają krewnych, przyjaciół i znajomych na nabożeństwo i wyprowadzenie zwłok z kościoła parafialnego w Ciechanowie dnia 24 lipca r. b., to jest w piątek, o godz. 12-ej w południe.
Zwłoki będą pochowane w Ciechanowie na cmentarzu miejscowym.
[Akt zgonu podaje, że Wincenty Sawicki miał 79 lat, był emerytowanym urzędnikiem i mieszkał w Brodowych Łąkach u swojego syna. Dokument sporządził prawdopodobnie jego syn, ks. Michał Sawicki.]
KURJER WARSZAWSKI, DODATEK PORANNY
R. 76, 1896, № 97, str. 2
27 marca / 8 kwietnia 1896 r. (środa)
Korespondent nasz z Częstochowy pisze pod dniem 31 marca:
„Dziś przeciągnęły ze śpiewami przez ulice naszego miasta dwie, pierwsze w tym roku, kompanie pątnicze Kurpiów.
Jedna z nich, licząca 200 pobożnych, przeważnie kobiet, po dwutygodniowym pochodzie pielgrzymów zawitała na święte miejsce z parafii Kadzidło spod m. Ostrołęki w gub. łomżyńskiej. Druga, składająca się ze 160 osób, także przeważnie kobiet, przybyła po 12 dniach podróży z parafii Brodowe Łąki i Chorzele, położonych pod Przasnyszem w gub. płockiej. Obie kompanie pozostaną na Jasnej Górze do przyszłego wtorku.
Kompanie kurpiowskie corocznie w tym czasie, tj. w Wielkim Tygodniu, przybywają na Jasną Górę.”
GAZETA ŚWIĄTECZNA
R. 16, 1896, № 15 (797) + DOD, str. 2
31 marca / 12 kwietnia 1896 r. (niedziela)
przebywały w Wielkim Tygodniu i podczas świąt dwie kompanie Kurpi. Jedna, licząca 200 osób, przeważnie kobiet, przyszła z parafii Kadzidła za Ostrołęką w guberni łomżyńskiej. Wędrowała ona z domu do Częstochowy dwa tygodnie. Druga kompania, licząca 160 osób, składała się z parafian chorzelskich i z Brodowych Łąk za Przasnyszem w guberni płockiej. Tej podróż trwała dni 12.
KURJER PORANNY
R. 21, 1897, № 77, str. 4
6 / 18 marca 1897 (czwartek)
jakie zaszły w Archidiecezji Warszawskiej
[...] Administrator parafii Brodowe Łąki, pow. przasnyskiego, gub. płockiej, ks. Michał Sawicki, przeniesiony do parafii Kamienica, pow. płońskiego.