Spis treści
GAZETA RZĄDOWA KRÓLESTWA POLSKIEGO
1860, № 108, str. 5
6 / 18 maja 1860 r. (piątek)
Komisja Rządowa Sprawiedliwości
ogłasza, iż Rada Administracyjna Królestwa postanowieniem z dnia 6 (18) kwietnia r. b., nr 18354, następujące zapisy:
dla klasztoru księży Marianów w Skórcu,
dla kościoła w Brodowych Łąkach,
dla klasztoru księży Bernardynów w Przasnyszu,
po 750 rubli srebrnych, przez niegdyś księdza Jana Joćko [Soćko] testamentem z dnia 1 sierpnia 1858 roku, własnoręcznie sporządzonym i prawnie ogłoszonym, uczynione i zaakceptowane, w myśl art. 910 Kodeksu Cywilnego, z zachowaniem praw osób trzecich i pod warunkami bliżej w testamencie oznaczonymi, zatwierdziła.
Warszawa, dnia 20 kwietnia (2 maja) 1860 roku
Z upoważnienia Dyrektora Kancelarii
Radca Stanu J. Ornowski
WARSZAWSKA GAZETA POLICYJNA
1860, № 140, str. 1
7 / 19 maja 1860 r. (sobota)
Rada Administracyjna Królestwa, postanowieniem z dnia 6 (18) kwietnia roku bieżącego, zatwierdziła następujące zapisy:
1) dla klasztoru księży Marianów w Skórcu;
2) dla kościoła w Brodowych Łąkach;
3) dla klasztoru księży Bernardynów w Przasnyszu,
po 750 rubli srebrnych, przez niegdyś księdza Jana Joćko [Soćko] uczynione.
KURJER WARSZAWSKI
1860, NR 130 + DOD, str. 1
7 / 19 maja 1860 r. (sobota)
1) dla klasztoru księży Marianów w Skórcu;
2) dla kościoła w Brodowych Łąkach;
3) dla klasztoru księży Bernardynów w Przasnyszu,
po 750 rubli srebrnych, przez niegdyś księdza Jana Joćko [Soćko] uczynione.
Płock, dnia 12 września 1860 r.
(Ciąg dalszy. — Patrz Nr Gazety 245.)
W całej guberni jeden jest browar w Płocku, najniepotrzebniejszego pod słońcem, piwa bawarskiego, produkujący około 6,000 garncy na rok, niefortunnej mikstury, podobnej do uniwersalnego Antosiowego dekoktu; z tą tylko arcymaleńką różnicą, że dekokt w losowych dla chorego wypadkach, czasem ból głowy uśmierzał, zaś piwo nasze darzy nim powszechnie, pijących go amatorów.
Innych browarów jest przeszło 60, które wyrabiają corocznie około 25,000 wiader piwa rozcieńczonego, jak woda, a kwaśnego, przepraszam za porównanie, jak... stara panna. Zaiste! przebrana wódka, lepszą niekiedy być może od niesmacznego piwa i stąd to zapewne powstało, że lubownicy odwilżania gardła, chętniej się ku niej, radzi zwracają.
Przejdziemy teraz do przemysłu rękodzielnego.
Z ogólnej liczby 552,148 dusz w guberni płockiej żyjących, statystyka oblicza tylko 9,516 rękodzielników, między którymi, pójdę o zakład, jest trzy czwarte partaczów. W stosunku ludności, zbyt mała to cyfra. Współzawodników w danym rzemiośle niewiele, konkurencja zaś z obstalunkami ogromna, więc ceny wyrobów tak się u nas podniosły, iż trudno byłoby opisać wam, uciążliwość ich nacisku, na nasze wyrobnicze kieszenie. Łatwość zarobku, zaszczepiła w ludności rzemieślniczej, dwie wielkie wady: zbytek, lub próżniactwo, do opilstwa wiodące; skąd nie obaczysz pana majstra, tylko albo pijaka i obdartusa, lub jeżeli trzeźwy i pilnuje warsztatu, chodzącego w drogocennej futrzanej algierce. A nie wymawiam tego w złej myśli, i z powodu, że sam zaledwie lichymi kotami ocieplić się mogę; tylko mniemam, że grzechem jest i wielkim, zbytkować kosztem nadmiernych cen z krzywdą bliźniego osiągniętych. Jest w Warszawie co prawda drożyzna ale za to jaka w porównaniu z tutejszą robota; jaka różnica w sumiennym dobraniu, wyborowego materiału! Więc też każdy co ma grosz na zawołanie, zwraca się z wielką racją do stolicy i tam potrzeby swoje załatwia, zrzucając tymczasem, cały ciężar monopolu rzemieślniczego na biedaków, którzy niejednokrotnie aby w butach całych chodzili, muszą je sobie na kredyt wyprosić. Co mnie zaś zadziwia, to obojętność naszych panów majstrów na opinię swoich kunsmanów. Gdzie indziej przyrzucona robota, sprowadza katastrofę w rzemieślniczym zakładzie, tu gdy zwrócisz z wymówką strzaskane nazajutrz po kupnie trzewiki, odpowiedzą ci naiwnie: a bo musiała prunela być zleżała więc się to i spękało!!
Więcej tu gadać nie warto, ale godziłoby się, iżbyśmy pewną część synów naszych zamiast do pióra, które licho popłaca, zwrócili do warsztatu i na piękne, odsunąwszy pychę nie mądrą z serca, poświęcili rękodzielnemu zawodowi. Iżbyśmy cyfrę uzdolnionych rzemieślników pomnażając, podnieśli między nimi konkurencję, która by przyszłej chociaż populacji, zapewnić zdołała niższe ceny a lepsze wyrobki. Ale ja tu gadam, a owo niejeden z kolegów moich odczytawszy, uśmiechnie się i powie: „Patrzcie-no, mądrala jakiś, sam jest urzędnikiem, a nasze dzieci do szewców w termin chce pooddawać!!!”
Ze znaczniejszych zakładów fabrycznych w guberni płockiej, zasługują na uwagę: Fabryka sukna w Kucharach (pow. płocki) do sukcesorów Markusa Salomona Posner należąca. Istnieje ona od 1823 r. i dwukrotnie pożyczką skarbową zasilana, z różnym szczęściem do dzisiaj przetrwała. Motorem poruszającym mechanizm fabryczny, jest woda rzeki Wkry, która obraca dwa koła, zastępujące siłę: przy sukienni piętnastu, a przy folarni osiemnastu koni. Jest w niej siedem machin do przędzenia wełny o 1700 blisko wrzecionach, 34 warsztatów tkackich, folusz o ośmiu stępach, postrzygalni mechanicznych trzy, podłużnych dwie, poprzecznych cztery. Oprócz tego znajduje się machina barwierska szczotkowa jedna, trzy prasy, wreszcie farbiarnia, w której osiem kotłów i dwie kipy indychtowe. Dopóki wyrabiała sukno, zakontraktowane dla Warszawskiego Komisariatu, zatrudniała przeszło 140 robotników, z 4,600 niespełna pudów wełny, produkując około 60 tysięcy arszynów sukna. Dziś nie wiem czy robi i co robi, ale jak słyszę, stan fabryki chyli się do upadku.
Pojedynczy sukiennicy, rozsiani po wielu punktach guberni, mianowicie w Krasnosielcu, w Chorzelach i około Mławy, wyrabiają w przecięciu na rok, 1,700 arszynów sukna średniego, 3,800 sukna grubego, multanu i kiru blisko 5,000 arszynów, czerkiesu 2,000 przeszło arszynów, wszystko w wartości 6,000 rs. niedochodzącej.
W Ostrołęce istnieje zakład tkanin bawełnianych, jedwabnych i półjedwabnych, należący do sukcesorów Bondy. Dwadzieścia siedem jest w nim warsztatów w liczbie których kilkanaście Jaquarta; ale wszystkie z powodu upadku fabryki, nieczynne, a szkoda, gdyż tkaniny stąd wychodzące, w swoim czasie i doskonałością wykonania i pięknym smakiem się odznaczały. Przez brak kapitałów, nie jesteśmy jakoś w stanie wydołać naciskowi konkurencji zagranicznej i stąd nasze fabryki wznieść się nie mogą. Tak np. w tejże Ostrołęce i w Pułtusku, istniały przed rokiem 1830 i później nieco, znaczne kolonie sukienników, troskliwie nawet przez rząd wspieranych. Przemysłowcy jak Mark i Bolen, krocie wrzucili do swoich zakładów. Świadczą o tym ogromne budynki, do dziś w Pułtusku stojące, a upadli straciwszy wszystko. Kto znał, szczególniej Marka, ogromne zasoby kapitału a nawet i serca; kto widział jak przyjechawszy do Pułtuska powozem, o kijku z niego wychodził, ten podzieli współczucie nad nieszczęściem poczciwego przemysłowca. A co najbardziej, że go zgubiła, nie tyle konkurencja obcych, ile złej wiary wpływy, których tutaj wymieniać nie mogę.
Zasługują także na wzmiankę fabryki. W Płocku: mydła i świec, tudzież olearnia (Maltza), ogromne i ze zbytkiem urządzone niegdyś zakłady, ale puste i od dwóch lat nieczynne; białoskórnicza produkująca za 800 rsr. skór rozmaitych; octu, wydająca rocznie 1460 przeszło wiader; wreszcie fabryka igieł, szpilek itp. rzeczy, której cyfrą produkcyjną jest w 1350 na wartość wyrobków podaną. Mamy także siedem fabryk terpentyny i szesnaście topielni smoły, w powiatach płockim, pułtuskim i ostrołęckim, z których wycieka na rok, około 2,100 wiader terpentyny, a 11,300 wiader smoły. Są cztery papiernie: Brzeźno i Charczewo w lipnowskim, Chudek w ostrołęckim i Brodowe Łąki w przasnyskim; z tych dwie pierwsze od roku przeszło nieczynne, a dwie ostatnie wyrabiają papieru zwyczajnego i bibuły blisko 4,000 ryz wartości 4,800 rsr. Znajduje się oraz kilkanaście olearni, wytłaczających przeszło 1,300 wiader oleju. Jest wreszcie sześć fryszerek, z których najznakomitsza w Brzeźnie pana Antoniego Rościszewskiego, przerabiających rocznie przeszło 22,000 pudów starego żelaza, na sztaby, szyny kołowe, kroje i lemiesze.
Pod tą rubryką wspomnieć muszę, jako dawnymi laty, nie tylko kuźnice, ale i rudy żelazne u nas się znajdowały. W samej puszczy Myszenieckiej było ich dwie, w Olszówce i Lelisie. O pierwszej z lustracji starostwa ostrołęckiego, w roku 1789 nastąpionej, wiadomo, że na nią gromada wsi złożyła przywilej Władysława IV króla, w Warszawie dnia 10 stycznia 1639 uczciwemu Szczęsnemu Wołoszowi dany, że rudy do żelaza nie ma, swojej tylko jej po wsiach szlacheckich dostaje. Także w aktach archiwum grodzkiego, znajduje się drugi przywilej Augusta II. na kopanie rudy w starostwie ostrołęckim Wojciechowi Szczawińskiemu, rotmistrzowi w Krakowie, dnia 8 października 1697 r. i drugi, z dnia 4 stycznia 1718 r. we Wschowie, Anastazji z Myszkowskich i Michałowi, małżonkom bracławskim, udzielone. W Czarnotrzewiu również, Anna królowa przywilejem z d. 15 maja 1596 dała wolność kopania rudy Stanisławowi Wołoszowi, do której familii, kuźnictwo widok było przywiązane. Na kuźnicę Lelis dany był dnia 10 maja 1649 r., przywilej Stanisława Duczymińskiego, starosty ostrołęckiego, dozwalający Maciejowi Chyła i Janowi Holejczykowi rudnikom, budować się w tym miejscu, rudę kopać i żelazo wyrabiać. Lecz gdy, mówi powołana wyżej lustracja, takowe kuźnice, wiele borów niszczą, zaczem już ta kuźnica, tylko do święta św. Marcina w roku teraźniejszym (1789) przypadającego, robić będzie żelazo, a odtąd zupełnie ustanie, czego egzekucja dworowi jest polecona etc. Istniała także kuźnica i kopalnia rudy w Brodowych Łąkach w przasnyskim. Tę jednakże, jak utrzymuje H. Gawarecki, z którego są niniejsze wyjątki, rząd pruski zniósł, by podnieść kuźnicę w Starych Prusach w Wądołku, gdzie wydobytą w Brodowych Łąkach rudę, na żelazo przetapiał. Naostatek, w miejscu nazwanym Omulew, w starostwie niegdyś rożańskim, Zygmunt III król polski przywilejem z dnia 18 lutego 1615 r. dozwolił kopania rudy żelaznej Kacprowi i Jadwidze z Grądów Iłowskiej, Wesslom małżonkom. Wreszcie, często ponawiające się w nomenklaturze miejscowości jak Ruda, Rudka, Rudziska itp. domyślać się każą, że dawnymi laty, kopanie rudy żelaznej na Mazowszu w powszechnym było użyciu.
Jakkolwiek was nudzę, ale posłuchajcie jeszcze parę słówek, o tutejszych fabrykach, i nie dziwujcie drobiazgowej ścisłości waszego bazgracza, który się bogactwem swojego rad zaszczyca kraiku. Owóż, mamy jeszcze następujące rzeczy: cztery zakłady hutnicze, które produkują przeszło 48,000 kóp szkła rozmaitego, wartości rsr. 86,500; jedną fabrykę cykorii w Lipnie, wydającą 400 pudów gorzkiej przymieszki do kawy i jedną fabrykę laku w Mławie, pięć li pudów rocznie laku, na listy dla zakochanych, dostarczającą. Dziesięć wapniarni znaczniejszych dostawia wapna za 33 tys. rubli, a 84 cegielni fabrykują cegłę i dachówkę, których wartość 70 tysięcy rubli sr. dochodzi.
Pojedynczy tkacze wyrabiają rocznie w przecięciu: płótna zwyczajnego arsz. 12,000, ręczników arszyn. 1,100, bielizny stołowej sztuk średnio 2,200; zaś żony naszych kmieci uprzędą i utkają domorosłego płótna, przeszło 900 tysięcy arszynów.
Teraz, co powiada statystyka, o naszym handlowaniu. Dwa jego są kierunki: zewnętrzny i wewnętrzny. punktami celnymi handlu zewnętrznego są komory i przykomórki: Mławka, Pepłówek, Dąbrowa, Dobrzyń nad Drwęcą, Osiek pod Brodnicą, Chorzele, Zieluń i Lubicz, przez które w roku 1859 wyprawiono do Prus z ziemią płocką graniczących, zboża, wełny, drzewa, trzody chlewnej itp. przedmiotów przeszło za 210 ty. rsr., a sprowadzono kawy, cukru, wina, herbaty chińskiej, szkła, węgli, odlewów żelaznych, wapna, jedwabiów, krynolin, itp. różności, blisko za 120 tysięcy rubli srebrnych. Ruch wewnętrzny handlu na jarmarkach, po miastach i miasteczkach pulsujący, wyrażam przez następne bardzo prawdopodobne cyfry, że wartość przywozu do miast czyni rocznie około 640 tysięcy rubli srebrem, a wartość produktów sprzedanych blisko 370 tysięcy rubli srebr. wynosi. Najruchliwsze i najbardziej ożywione targi i jarmarki w miasteczkach są: w pow. mławskim, dalej w ostrołęckim, a po nich koleją statystyczną w lipnowskim, pułtuskim, przasnyskim i w płockim powiecie. Różnica w tym, dowodzi mniejszej lub większej liczby cząstkowych posiadaczy ziemi, którzy za motorów handlu wewnętrznego uważani być mogą. Handlowanie bowiem zewnętrzne, czyli z zagranicą, jest udziałem obywateli ziemskich; w czym nader korzystnie, pośredniczy tymże głośny w kraju, Dom Zleceń rolników płockich, który nie tylko zbożem, kawą i cukrem handluje, ale i trzewiki i kapelusze warszawskie, oddane w komis przedaje. Że na to specjaliści, a osobliwie najbliższy Szczygielski, spode łba spoglądają, o tym ani wątpić, ani dziwić się nie można. Cząstkowa albowiem wyprzedaż w handlu Domu Zleceń, jakkolwiek ograniczona jest do pewnych jakości wagi i miary, rujnuje pojedynczych handlarzy i niedaleki tychże upadek sprowadzi.
Co zaś najważniejsza, że ze sklepu rolników płockich, tylko ludzie zamożniejsi korzystają. Niedostanie tam np., za grosz pieprzu, za trzy grosze cukru i kawy, ubóstwo zatem zwracać się z konieczności musi do handlów specjalnych, które tym lepiej jeszcze swoich klientów obdzierają. To źle — powiecie — nie wiem czy to jest dobrze, ale że jest tak, proszę mi wierzyć!!
Od niejakiego czasu, gości w Londynie pan A. Jackowski, prezes Dyrekcji Tow. Kred. i główny motor działań Domu Zleceń Rolników Płockich. Ma on, ich, jak słyszałem, utworzyć tam agenturę handlu zbożowego, w bezpośrednim związku z Domem Zleceń zostającą, iżby tym sposobem, handel uprościć i wycofać się z zależności od gdańskich giełdzistów. Wyborna to, zdrowa i arcy logiczna myśl. Tym chętniej niesiemy dla niej szczere uznanie, żeśmy powodowani obowiązkiem pisania prawdy takiej, jaką Pan Bóg do głowy i piersi naszej włożył, zniewoleni byli o wpływach specjalnego handlowania, wątpliwie się wyrazić. (d. n.)
[Miary, wagi i finanse
Arszyn – dawna rosyjska miara długości wynosząca około 71,1 cm.
Garniec – dawna jednostka objętości płynów i ciał sypkich; w systemie nowopolskim wynosił równe 4 litry.
Kopa – dawna jednostka obliczeniowa oznaczająca 60 sztuk (np. 60 sztuk szkła).
Pud – dawna rosyjska miara masy wynosząca 40 funtów, czyli około 16,38 kg.
Rs. / rsr. / rubel srebr. – rubel srebrny, główna jednostka monetarna na terenie zaboru rosyjskiego.
Ryza – miara ilości papieru, oznaczająca 500 arkuszy.
Wiadro – dawna miara objętości płynów, w systemie rosyjskim wynosiła około 12,3 litra.
Ubiór i tkaniny
Algierka – rodzaj ciepłego, krótkiego okrycia wierzchniego (męskiego płaszcza lub surduta), często podbitego lub obszytego futrem, modnego w XIX wieku.
Krynolina – element mody damskiej w XIX wieku; sztywny stelaż (w kształcie dzwonu) lub mocno usztywniona spódnica noszona pod suknią w celu nadania jej rozłożystego kształtu.
Multan, kir, czerkies – nazwy różnych gatunków dawnych tkanin. Kir to m.in. gruba, ciemna tkanina używana na płaszcze lub na znak żałoby, zaś czerkies i multan to rodzaje sukna.
Prunela – mocna i gęsta tkanina (najczęściej wełniana lub z domieszką jedwabiu), używana powszechnie do wyrobu wierzchów cienkiego obuwia damskiego i męskiego (tzw. trzewików prunelowych).
Przemysł i rzemiosło
Białoskórniczy (zakład) – garbarnia zajmująca się wyprawianiem cienkich i miękkich skór (np. cielęcych, kozich), zwanych białymi, z których szyto rękawiczki i drobną galanterię.
Folusz / folarnia – urządzenie lub zakład rzemieślniczy, w którym tkaniny wełniane (sukno) poddawano spilśnianiu, czyli ubijaniu, aby stały się gęstsze i grubsze.
Fryszerka – dawny zakład hutniczy, w którym surowe żelazo oczyszczano z domieszek, uzyskując kowalne żelazo wysokiej jakości.
Indychtowy (kipy indychtowe) – indygowy; związany z błękitnym barwnikiem (indygą), używanym w kadziach farbiarskich (kipach) do barwienia sukna.
Kunsman (kunsztman) – czeladnik, wykwalifikowany robotnik lub rzemieślnik pracujący w warsztacie (od niemieckiego słowa Kunstmann).
Kuźnica – dawny zakład hutniczy napędzany zazwyczaj kołem wodnym, zajmujący się wytapianiem i wstępną obróbką żelaza z rudy.
Lemiesze i kroje – stalowe lub żelazne elementy płużne (części robocze pługa), służące do odcinania i odwracania skiby ziemi.
Pojęcia gospodarcze i społeczne
Dekokt – wywar z ziół, korzeni lub kory, stosowany jako lekarstwo (często niesmaczne i gorzkie). „Antosiowy dekokt” to ironiczne odniesienie do jakiegoś popularnego w tamtym czasie, marnego lekarstwa.
Giełdzista – makler, pośrednik handlowy lub spekulant operujący na giełdzie towarowej (tu: gdańskiej giełdzie zbożowej).
Krocie – ogromne kwoty pieniędzy, majątek (od dawnego słowa kroć oznaczającego 100 tysięcy).
Obstalunek – zamówienie złożone u rzemieślnika (np. u krawca, szewca) na wykonanie konkretnego towaru.
Partacz – w dawnym języku rzemieślniczym: rzemieślnik niezrzeszony w cechu, pracujący nielegalnie; z czasem słowo to nabrało dzisiejszego znaczenia: osoby wykonującej swoją pracę niestarannie i niefachowo.]
17 / 29 września 1860 (sobota)
Cukrowni dwie istnieje w guberni płockiej, jedna w Glinojecku, druga zaś w Łukowie, z tych ostatnia posiada dwie maszyny o sile 8 koni, a wyrabia 20,000 pudów mączki cukrowej i zatrudnia 100 robotników.
W samym Płocku browar piwa bawarskiego wydaje 6,000 garncy rocznie, do 60 innych browarów wyrabia rocznie do 25,000 wiader piwa, którego korespondent nie chwalił wcale pod względem dobroci.
Z liczby ludności 552,148 dusz guberni płockiej, na ludność rękodzielniczą odliczyć należy 9,516.
Fabryka sukna w Kucharach, istniejąca od 1823 r., poruszana siłą wody, ma 7 machin do przędzenia wełny o 1,600 wrzecionach i 34 warsztatów tkackich. W swoim czasie, gdy dostarczała sukno do warszawskiego komisariatu, zatrudniała 140 robotników i wyrabiała do 60,000 arszynów.
Pojedynczy sukiennicy wyrabiają w ogóle sukna i innych tkanin przeszło 12,000 arszynów rocznie, wartości 6,000 rs.
W Ostrołęce istnieje zakład tkanin bawełnianych, jedwabnych, będący własnością spadkobierców Bondy, w którym 27 warsztatów, a z tych kilkanaście Jacquarta, ale nieczynne z powodu upadku fabryk.
Zakład białoskórniczy w Płocku wyrabia za 800 rubli. Fabryka octu tamże wyrabia za 1,460 rs.
7 fabryk terpentyny i 16 smolarń rozrzuconych w guberni płockiej wydają rocznie 2,100 wiader terpentyny i 11,300 wiader smoły.
Dwie papiernie, Chudek i Brodowe Łąki, wyrabiają rocznie papier i bibuły w wartości 4,800 rs.
Kilkanaście olejarni wydaje rocznie 1,300 wiader oleju.
6 fryszerek przerabia rocznie przeszło 22 tysiące pudów starego żelaztwa.
4 zakłady hutnicze wydają przeszło 48,000 kóp szkła różnego, wartości 86,000 rs.
10 wapiarni znaczniejszych dostawia wapna za 33,000 rs., a 84 cegielnie wydaje wyrobów na 70,000 rs. rocznie.
Pojedynczy tkacze wyrabiają rocznie w przecięciu: płótna zwyczajnego arsz. 12,000; ręczników arsz. 1,100; bielizny stołowej sztuk średnio 2,200; żony kmieci naszych uprzędą i utkają przeszło 900,000 arsz. płótna (czy nie przesadzona liczba?).
W roku 1850 wywóz z ziemi płockiej do Prus przez graniczne komory wynosił przeszło 210,000 rs., przywóz zaś do 120 tysięcy rubli.
[Miary, wagi i waluty
Arszyn – dawna rosyjska miara długości wynosząca około 71,1 cm.
Garniec – tradycyjna jednostka objętości cieczy i materiałów sypkich. W Królestwie Polskim garniec nowopolski wynosił dokładnie 4 litry.
Kopa – dawna jednostka obliczeniowa oznaczająca 60 sztuk (w tym tekście odnosi się do liczenia wyprodukowanego szkła).
Pud – dawna miara masy w Imperium Rosyjskim, używana także w zaborze rosyjskim, odpowiadająca wadze około 16,38 kg.
Rs. / rubel sr. – rubel srebrny, główna jednostka monetarna na terenie Królestwa Polskiego i całego Imperium Rosyjskiego w tamtym czasie.
Wiadro – dawna rosyjska jednostka objętości płynów (często alkoholu, oleju czy smoły), wynosząca około 12,3 litra.
Zakłady przemysłowe i rzemiosło
Fryszerka – dawny zakład hutniczy (często połączony z kuźnią wodną), w którym surowe żelazo oczyszczano i przekuwano na dobrej jakości żelazo kowalne.
Smolarnia – leśny zakład rzemieślniczy lub przemysłowy zajmujący się pozyskiwaniem smoły, paku i terpentyny poprzez proces suchej destylacji drewna (tzw. wypalanie).
Wapiarnia – dawna nazwa wapiennika, czyli pieca służącego do wypalania skał wapiennych w celu uzyskania wapna palonego (wykorzystywanego głównie w budownictwie).
Zakład białoskórniczy – specyficzny rodzaj garbarni, w którym wyprawiano miękkie, cienkie skóry (np. cielęce, koźlęce), zwane "białymi", przeznaczone do produkcji delikatnych wyrobów, takich jak rękawiczki czy galanteria.
Maszyny, surowce i tkaniny
Mączka cukrowa – dawne określenie sypkiego cukru rafinowanego, kryształu lub pudru, wytwarzanego w cukrowniach.
Warsztaty Jacquarta (krosna żakardowe) – nowoczesne jak na tamte czasy urządzenia tkackie wynalezione przez J.M. Jacquarda, pozwalające na masowe tkanie materiałów o bardzo skomplikowanych, wielobarwnych wzorach.
Żelaztwo – w tym kontekście oznacza złom żelazny lub stare, zużyte przedmioty żelazne, które były ponownie przetapiane i przekuwane we fryszerkach.
Pojęcia gospodarcze, demograficzne i administracyjne
Dusza – dawne określenie jednostki w statystyce demograficznej; po prostu jedna osoba, mieszkaniec (np. "liczba ludności 552,148 dusz").
Gubernia – najwyższa jednostka podziału administracyjno-terytorialnego w Imperium Rosyjskim i w Królestwie Polskim (od 1837 r.).
Komisariat (warszawski) – w tym kontekście nie oznacza urzędu policyjnego, lecz instytucję wojskową (intendenturę), zajmującą się m.in. zaopatrzeniem armii w mundury (do czego potrzebne było sukno z fabryk).
Komora graniczna – dawny urząd celny zlokalizowany na granicy państwa, pobierający opłaty za przewóz towarów.
Kmiecie – tu użyte w znaczeniu ogólnym jako chłopi, włościanie, ludność wiejska.
W przecięciu – dawny zwrot oznaczający „przeciętnie”, „średnio”.]
GAZETA CODZIENNA
1860, NR 262, str. 2
23 września / 5 października (piątek)
J.M. ks. biskup sufragan Dekert dopełnił obrzędu chrztu trzech dzwonów, z których dwa, tj. Antoni, wagi 750 funtów, i Stanisław, wagi 300 funtów, przeznaczone są do parafii Zieluń w guberni płockiej, na granicy pruskiej; trzeci zaś, Walenty, wagi także 300 funtów, do parafii Brodowe Łąki w diecezji płockiej. Pierwszy i ostatni sprawione zostały kosztem parafii, drugi zaś, tj. Stanisław, kosztem J.Ks. Stanisława Przetakiewicza, proboszcza parafii Zieluń.
KURJER WARSZAWSKI
1860, NR 263 + DOD., str. 1,
24 września / 6 października 1860 r. (sobota)
odlane zostały trzy dzwony, przeznaczone dla kościołów parafialnych w Wieluniu i w Brodowych Łąkach, w diecezji płockiej. Dzwony te poświęcił J.W. J.X. Dekert, biskup halikarnaski, sufragan warszawski.
GAZETA CODZIENNA
1861, NR 38, str. 1
29 stycznia / 10 lutego 1861 r.
na rzecz kościołów i zakładów dobroczynnych poczynione przez niżej wymienione osoby, a mianowicie z guberni lubelskiej (dokończenie):
Karola Łaniewskiego, 150 rubli srebrnych, dla kościoła w Skierbieszowie;
księdza Jana Strussa, 1500 rubli srebrnych, dla kościoła w Paprotni;
Franciszka Skorupskiego, 150 rubli srebrnych, dla cerkwi grecko-unickiej w Sulmicach;
Michała Lefevre: a) 500 rubli srebrnych, dla kościoła w Sterdyni, b) 500 rubli srebrnych, dla kościoła w Nurze;
Stanisława Słomczyńskiego, 37 rubli srebrnych, kopiejek 50, dla kościoła w Zaklikowie;
Miszki z Przeorskich Bibermann, 222 ruble srebrne 50 kopiejek, dla gminy starozakonnych w Międzyrzeczu;
księdza Jana Joćko [Soćko]: a) 750 rubli srebrnych, dla klasztoru księży Marianów, b) 750 rubli srebrnych, dla kościoła w Brodowych Łąkach, c) 750 rubli srebrnych, dla księży Bernardynów w Przasnyszu [...]
Dotychczas prywatne górnictwo w Królestwie, głównie się skupia około żelaza, w tym ono przeważa, o nim przeto i tu raz jeszcze pomówić wypada, przypominając sobie najsamprzód niektóre jego koleje w różnych czasach.
Tym ciekawszym zdaje mi się śledzenie miejsc, w których dawniej u nas górnictwo żelazne prowadzono, że z pomroki czasów trudno wszystko wykryć. Częstokroć gdzie napotykamy dziś jakieś wyrzucone pagórki, a niedaleko zapadliska ziemi, lub zżużlone stosy, czy to po lasach czy pod lasami, zwłaszcza nad biegiem potoków bystrzejszych, bez dalszych zagłębiań, natrafniejszym bywa domysł, sprawdzający się potem, że to zabytki kopania rudy żelaznej, szczątki porzuconych tak zwanych cygańskich pieców, lub niegdyś dymarek. Rudy jakie wówczas wytapiano, płytko kopane, łatwotopliwe, dziś nie są dla naszego hutnictwa ponętnymi; zmieniły się środki wytopu żelaza, a za zmianą środków, gdy inne wybieramy rudy, przeto porzuciwszy dawne miejsca, hutnictwo żelazne w inne się też przeniosło okolice kraju naszego.
Nie można wątpić iż ogniska kuźnickie i wytapianie rud, tudzież kowalstwo rozpowszechnionym być musiało na polskich ziemiach za Piastów, bo nie tylko konieczność tego wskazują potrzeby rolniczego kraju, lecz już o wynajdowaniu żelaza, spominają najdawniejsze dokumenta nadawcze monarchów dla biskupów krakowskich, dla krzyżaków itp.
Pierwszy ślad wymieniający imiennie rudnię żelazną, jest w przywileju Władysława księcia Opolskiego i Wieluńskiego z r. 1364, na założenie kuźnicy herbeltowskiej pod Krzepicami przez rudnika Panka, tam gdzie dziś są zakłady pankowskie.
Za Władysława Jagiełły i jego następców już więcej takich zabytków się natrafia, nade wszystko w ziemi sieradzkiej, a mianowicie: Stara kuźnica i Piła nad Kostrzyną, Oleśnica i Kraszewice nad Prosną, Braszewice, Szczerzów nad Widawką, Ruda nad Wartą.
Za Zygmunta I i Zygmunta Augusta powstawało coraz więcej dymarek. W tych czasach były: w starostwie olsztyńskim: w Osinach i Biskupicach nad Wartą, w Rększowicach, Dębowie, w starostwie chęcińskim: w stronie ku Przedborzowi w Żelaznych-nogach, także w Korczynie, Falisławicach, Zajączku, Gnieździskach, w starostwie krzepickim: w Ławach wręczyckich, w Stanach, Pile, Zawadach, Kostrzynie, Trzciance. Za przyczyną królowej Bony, zdaje się, iż wówczas ściągnęli włoscy kuźniacy, którzy w dobrach na jej oprawę (uposażenie) przeznaczonych, szczególnie w augustowskim, pierwsze dymarki pozakładali. Za ostatniego z Jagiellonów istniała szabelnia w Nowym Mieście Korczynie nad Nidą.
Za Batorego, niejaki Hoevel, w kuźnicach olsztyńskich w Oleśnicy, wprowadził szwedzkie wykuwanie żelaza z braniem oławy, osmundskim zwane.
Za Zygmunta III włosi Cacciowie wprowadzili bergamskie dymarki w kluczu samsonowskim do biskupa krakowskiego należącym, a w tych kuźnicach wyrabiali z żelaza i stali, pancerze szyszaki, i broń sieczną i palną. Za Zygmunta III, i synów jego Władysława IV, i Jana Kazimierza, napotykamy liczniejsze fabryki żelazne już po całym kraju; są one koło Olsztyna, Lelowa, Krzepic i w Sieradzkiem, koło Chęcin: w Piotrowie i Świerczowie pod Radoszycami, za Kielcami: w Bobrzy, Ćmińsku, Kołomaniu, Tumlinie i Zagnańsku, to znów około Ostrołęki: w Czarnotrzewiu, Olszance i Lelis, pod Różanem: w Omulewie i Wyszku, także w Broku, pod Korytnicą nad Liwem, koło Prasnysza w Brodowych Łąkach, w Skrodzie pod Łomżą i koło Augustowa, wreszcie w Lubelskiem koło Parczewa.
Ogólną tu uczynić możemy uwagę, że we wszystkich wymienionych tu miejscach, już dziś żadne prawie huty żelazne nie istnieją.
Za Jana III wystawiono w dobrach biskupów krakowskich pierwszy półwielki piec szybowy.
Za Augusta II zbudowali Cystersi półwielki piec w Bzinie r. 1700, a biskup krakowski wystawił pierwszy wielki piec w Ząbkowicach r. 1725, po czym powstał drugi wielki piec r. 1728 w Stefankowie w dobrach Chlewiskich. Za tegoż panowania powstały dymarki w Ostojowie, Ogonowie, Jędrowie, Berezowie, Baranowie, Majkowie, Michałowie (pod Bzinem).
Za Augusta III biskupi krakowscy wystawili wielkie piece w Parszowie 1748, w Mostkach 1759 r., a Małachowski kanclerz koronny aż cztery wielkie piece: w Stąporkowie (pod Końskimi) 1738, w Ruskim Brodzie (pod Borkowicami) 1755, w Rudzie (pod Białaczewem) 1762. Za staraniem tegoż Małachowskiego powstała ruralnia (fabryka broni) w Pomykowie pod Końskimi. Była wówczas także szabelnia w Gowarczowie.
Za Stanisława Poniatowskiego zbudował biskup Kujawski wielki piec w Piórkowie pod Łagowem, a biskup krakowski dwa: jeden w Szałasie 1774, drugi w Samsonowie 1778; w Miedzierzy Kluszewski ostatni żupnik krakowski wystawił wielki piec 1779; Książę Stan: Czartoryski starosta Radoszycki w Królewcu, a następnie Jacynt Małachowski starosta grodecki wielki piec Antoninów pod Grodziskiem r. 1781; także r. 1782 Gordon w Mijaczowie, a Ostrowski w Tomaszowie 1788; dalej Cystersi wielki piec w Starachowicach, a książę podkomorzy Poniatowski w Krasny, Szaniawski pod Drzewicą, Dołęga w Machorach, Leszczyński w Rzucowie, Dembiński w Korytkowie, a książę Matiasz Radziwiłł w Mroczkowie w dobrach Szydłowieckich, w końcu Kalinowski w Pradłach a Męciński w Bobolicach pod Żarkami.
W ogóle było w końcu panowania Poniatowskiego w dzisiejszym Królestwie Polskim wszystkich wielkich pieców 30, dymarek 30, fryszerek 80, z produkcją roczną surowizny najwyżej dzisiejszych pudów 320,000, a żelaza pudów 240,000.
Z tej ilości zakładów potrącając te które dziś wchodzą w obszar fabryk rządowych, przypada na same zakłady, które pozostały dotychczas prywatną własnością: wielkich pieców 16, dymarek 18, fryszerek 45, z produkcją która się da ocenić na surowizny pudów 170,000, żelaza pudów 135,000.
W epoce rządu austriackiego powstał wielki piec w Porębie 1797, w Skąpem 1799, i w Cieklińsku w dobrach Malenieckich księcia Hessen darmsztackiego 1804, na fundamentach założonych przez Jacka Jezierskiego. Za rządu Pruskiego zaś w Czajkowie pod Wieluniem i Kaszewicach nad Widawką wielkie piece dziś już nieistniejące.
Czasy Księstwa Warszawskiego nie przyczyniły nowych fabryk, tylko dawne naprawiono, aby podołać czasowym zamówieniom i wymaganiom krajowym.
Podobnież za Królestwa, z początku nie obudził się ten przemysł w ręku prywatnych; pierwszy z właścicieli ziemskich, który wzniósł fabrykę żelazną w 1818 r. w Sztabinie niedaleko Augustowa, był znany ze szlachetnych urządzeń w swym majątku, Karol hr. Brzostowski. Bracia Evansowie zaprowadziwszy pierwszą fabrykę machin rolniczych w Warszawie, przebudowali na nowo wielki piec w Kuźnicy Drzewickiej. Powstały także w tym czasie wielkie piece w Mnichowie koło Kunowa 1826, w Skórnicach (w dobrach Falkowie).
Do roku 1831 zakłady prywatne ocenić można co do ilości na wielkich pieców 22, dymarek 12, fryszerek 60, z produkcją surowizny pudów 250,000, żelaza pudów 180,000.
W kilka lat po tym, inne nastały czasy; o wzniesionych zakładach rządowych podczas zarządu Banku Polskiego mówiliśmy; była to epoka nie tylko u nas, ale zwłaszcza na zachodzie, w której obudzony był popęd ku fabrykacji żelaza; nazwać by ją można przedświtem wyrobu rajlów, upowszechnienia odlewów i wprowadzenia żelaza w budowle większe. Znakomicie wiele u nas odtąd wznosi się wielkich pieców, powstają pudlingi i walcownie, i podążamy ile tyle, według możności za wysileniami Śląska, Niemiec i Belgii, które stawiały kroki olbrzymie i imponujące. Pierwsze usiłowanie pudlingowania nastąpiło przy pomocy Banku Polskiego w 1833 w Koniecpolu, wykonane przez Krygara; tuż za nim idą Machory własność Łaskiego, a kiedy Bank swoje zakładał pudlingi i walcownie, szli za jego przykładem już w 1834 Chlewiska, gdzie urządzono pudlingi w Pawłowie, a walcownię w Jabłonicy; w dobrach Malenieckich Bocheński 1845 założył je w Cieklińsku, w dobrach Przysusze, Dembiński w Młynach; w r. 1838 zakłada w Rzucowie Krygar pudlingarnię i walcownię Wandów zwaną. Co do wielkich pieców prywatnych, szereg nowych pieców zaczynają rozpoczęte w 1835 r. w budowie kosztem Banku na gruncie prywatnym, dwa wielkie piece w Blachowni za Częstochową, a jeden w Pradłach niedaleko Pilicy, od lat kilku już dziedzicom zwrócone; także zasilał Bank pożyczkami wielu dziedziców przystępujących do gruntownych napraw, przeistoczeń, a nade wszystko stawiania nowych zakładów żelaznych; takim był zaraz w 1836 nowy wielki piec w Starej Kuźnicy niedaleko Panek; w tymże roku powstały piece w Bodzechowie, w Słopcu (w dobrach Szczecno pod Kielcami), w Chmielowie koło Kunowa, także pierwszy wielki piec w Okradzionowie pod Sławkowem, w Bliżynie pod Szydłowcem u Wielogłowskiego, wreszcie naprawiono wielki piec w Mostońsku pod Żarkami.
W r. 1837 wznoszą się dwa wielkie piece w Klimkiewiczowie w dobrach Ostrowcu Henryka hr. Łubieńskiego, drugi wielki piec w dobrach Chlewiskich w Nadolnej; w tymże czasie powstaje wielki piec Zuzanna pod Mrzygłodem, Michałow pod Mijaczowem, i przebudowano wielki piec Józefów w Gowarczowie; w 1838 powstał trzeci piec w dobrach Chlewiskich Aleksandrów zwany, przestawiono wielki piec w Kawęczynie w dobrach Malenieckich.
W r. 1839 wystawiono wielki piec w Kroczycach, odbudowano zgorzały wielki piec w Krasny, a w 1840 przystawiono tamże w Krasny, drugi piec, i zakład Okradzionowski również o drugi piec powiększono.
W tymże roku powstał znakomity zakład walcowni: Irena pod Zaklikowem w lubelskim, wystawiony przez Henryka hr. Łubieńskiego, dziś własność Banku Polskiego, a w r. 1841 pierwsze w lubelskim fryszerki w Borowie.
O licznych fryszerkach tak nowych, jak odrestaurowanych, pomijamy wiadomość, gdyż ta by nas w zbytnie wprowadziła szczegóły.
Dalsze lata już nie przedstawiają tak nieprzerwanego szeregu powstających nowych fabryk żelaznych, lecz wskazać można zbudowanie pudlingarni w Nieborowie i walcowni w Wołowie w dobrach Krasny w 1843. Odznaczający się bracia Kotkowscy swą wzorowo urządzoną spółką przemysłową, powiększyli swe zakłady Bodzechowskie pudlingarnią walcownią i warsztatami 1849. Wśród fryszerek w dobrach Nieświńskich zbudowano 1846 wielki piec Fidor, w miejsce zburzonego wielkiego pieca w Tomaszowie w rawskim, w 1856 postawił w bliskości Leopold Kronenberg wielki piec w Gustku. W 1858 przybył wielki piec w Przystani w wieluńskim, a w 1859 odbudowano wielki piec w Porębie Mrzygłodzkiej. W końcu przed parą laty, urządzono fryszerki w powiecie pułtuskim w Zbąszyn-rudzie do przekuwania starego żelaziwa. Od lat 15 już ostatnie ustały dymarki, które najdłużej utrzymały się w augustowskim.
Ogół zakładów prywatnych żelaznych czyni dziś: wielkich pieców 43, fryszerek 124, pudlingów i walcowni 16, a produkcja roczna w r. 1860 była: surowizny pudów 850,000, żelaza kutego i walcowanego pudów 450,000; blachy żelaznej pudów 40,000.
Porównywając stan i produkcję fabryk żelaznych w całym kraju z kilku epok, następujące możemy przedstawić wypadki w surowiźnie, jako wyrazie najkrótszym porównawczym, wykazujące postęp tego przemysłu i jego ważność.
Rok -- Wytop surowizny w pudach w zakładach rządowych -- prywatnych -- ogółem
1795 -- - -- - -- 320,000
1816 -- 160,000 -- 200,000 -- 360,000
1825 -- 210,000 -- 250,000 -- 460,000
1830 -- 250,000 -- 350,000 - 600,000
1842 -- 633,000 -- 837,000 -- 1,470,000
1860 -- 574,000 -- 850,000 -- 1,424,000
Jeżeli przypomniemy owe lata, kiedy fabryki żelazne rządowe musiały ulec częściowej stagnacji jak to już wyjaśnieliśmy, to okaże się że wówczas przez lat kilka (między r. 1838 a 1856) produkcja prywatnych dwa razy była większa jak rządowych zakładów żelaznych.
Dziś nieco lepszy odbyt na żelazo sprawił, iż przy powiększonej działalności zakładów rządowych, stosunek jest około jak 2 do 3.
Przy wciskaniu się taniością odznaczającego się żelaza angielskiego na targi lądu stałego, żelazo nasze liczyć tylko może na zużycie krajowe i w przyległych prowincjach zachodnich Cesarstwa, aż gdzie spotyka się z żelazem rosyjskim. Cena żelaza powiększona kosztami przewozu, nakreśla linię do której każde z nich docierać może, i odgranicza przestrzeń, na której żelaza tych pochodzeń swój odbyt znajdują. Nawiasowo tylko wspomniemy tu, że żelazo angielskie dlatego tak tanio przypada, iż zwykle rudy angielskie żelazne są kopane tuż nad węglem kamiennym najwyborniejszym, zatem prócz przesuwania po kolejach żelaznych między kopalnią a zakładami, nie ma dalszych przewozów; nadto ich węgle kamienne niezrównane na koks, dozwalają budować olbrzymie wielkie piece, przez co wytop surowizny na nadzwykłą stopę i takież pudlowanie żelaza tanio przypada i nigdzie podobnie urządzić się nie da; wreszcie wywózka żelaza na okrętach gdzie jako balast ładowane i drow-bank (zwroty opłat) przy wywozie, są ulgami jakich żadne żelazo innego kraju nie doznaje. Chociaż jednak żelazo angielskie odznacza się bezcennością, lecz żelazo polskie przewyższa je dobrocią; cechuje je bowiem czystość, którą winno naturze rud i paliwa używanego, oraz drobniejszej fabrykacji. Stąd wypływa przestroga, iż powinniśmy przede wszystkim dbać o to: aby wyrobieniem starannym utrzymać ciągle ową dobrą sławę naszego żelaza, zapewniającą mu głównie odbyt dotychczasowy. [...]
[Dawne zakłady i piece hutnicze
Dymarka (piec dymarkowy, piec cygański) – dawny, prymitywny piec hutniczy (często jednorazowego użytku lub niewielkich rozmiarów), w którym wytapiano żelazo z rudy przy użyciu węgla drzewnego. Proces ten dawał tzw. łupkę żelazną, którą następnie przekuwano.
Dymarki bergamskie – rodzaj wydajniejszych pieców hutniczych, których technologia i nazwa pochodziły od włoskich mistrzów z okolic Bergamo (sprowadzanych do Polski m.in. za czasów Zygmunta III Wazy).
Fryszerka / fryszarka – dawny zakład, w którym surowe, kruche żelazo z wielkiego pieca (surowiznę) poddawano procesowi "świeżenia", czyli wypalania nadmiaru węgla, a następnie przekuwano pod ciężkimi młotami napędzanymi kołem wodnym, aby uzyskać miękkie żelazo kowalne.
Kuźnica – dawny zakład hutniczy zlokalizowany nad rzeką. Koło wodne napędzało tam wielkie miechy dostarczające powietrze do pieca oraz potężne młoty do kucia żelaza.
Półwielki piec / piec szybowy – forma pośrednia między prymitywną dymarką a wielkim piecem; wyższa i bardziej wydajna konstrukcja hutnicza.
Pudlingarnia / pudlingi – nowoczesny jak na XIX wiek zakład hutniczy z piecami płomiennymi. Surówkę żelazną podgrzewano tam w taki sposób, aby nie miała bezpośredniego kontaktu z paliwem (co chroniło przed zanieczyszczeniami), a następnie mieszano, uzyskując bardzo wysokiej jakości żelazo zgrzewne.
Rudnia – dawne określenie miejsca wydobycia rudy żelaza i jej pierwotnego przetopu (często tożsame z kopalnią lub wczesną kuźnicą).
Wielki piec – wysoki piec hutniczy o dużej wydajności, służący do masowego wytopu surówki żelaznej z rudy (w technologii tej żelazo uzyskiwało postać płynną).
Dawne fabryki i zakłady przetwórcze
Ruralnia – dawna fabryka broni palnej, rusznikarnia. Nazwa pochodzi od staropolskiego słowa "rura", oznaczającego lufę karabinu.
Szabelnia – warsztat lub manufaktura zajmująca się masowym wykuwaniem i oprawą białej broni (szabel).
Walcownia – zakład wyposażony w maszyny (walce), w którym rozgrzane żelazo formowano w blachy, szyny lub pręty.
Surowce, wyroby i technologie
Oława – staropolskie, wariantowe określenie ołowiu (wspomniane w kontekście wykuwania "z braniem oławy").
Osmundskie wykuwanie – szwedzka metoda wytwarzania i obróbki tzw. żelaza osmundzkiego (osmunda), uznawanego w dawnych wiekach za surowiec najwyższej jakości.
Rajle – spolszczona, XIX-wieczna nazwa szyn kolejowych (od angielskiego słowa rails).
Surowizna – surówka żelazna; twardy, ale bardzo kruchy produkt wytopu w wielkim piecu (zawiera dużo węgla). Z powodu kruchości nie dało się jej kłuć – musiała zostać poddana dalszej obróbce we fryszerkach lub pudlingarniach, bądź służyła tylko do odlewów.
Żelaziwo – w tekście użyte w znaczeniu złomu żelaznego (starych przedmiotów z żelaza), który był ponownie przekuwany i przetwarzany.
Pojęcia prawne, gospodarcze i miary
Drow-bank – jak tłumaczy sam autor w nawiasie: „zwroty opłat”. W ekonomii i prawie celnym oznacza zwrot cła lub podatku zapłaconego od towarów importowanych, jeśli zostaną one następnie wyeksportowane.
Oprawa – majątek (np. zamek, wsie, dobra ziemskie) nadawany dożywotnio królowej przez króla w ramach zabezpieczenia jej bytu (uposażenia).
Pud – dawna rosyjska jednostka masy (używana także w zaborze rosyjskim), odpowiadająca 40 funtom, czyli około 16,38 kilogramom.
Żupnik – dawny, wysoki urzędnik zarządzający żupami, czyli kopalniami kruszców lub soli.]
GAZETA PRZEMYSŁOWO-RZEMIEŚLNICZA
(Ciąg dalszy)
Drugim z kolei chronologicznej zakładem jest papiernia prywatna w Soczewce, w guberni warszawskiej, powiecie gostyńskim, założona przez teraźniejszego jej właściciela Jana Epsteina, bankiera i obywatela miasta Warszawy, w roku 1842. Ma wielką zasługę stąd, iż utrzymywana jest w ciągłym nieprzerwanym postępie i na wysokości tego przemysłu i jego techniki. Umieszczona pierwotnie na czterech spadkach rzeki Skrwy, w roku 1853 nowym nakładem wynoszącym około 120,000 rs. powiększona i skoncentrowana została na jednym wysokim spadku wody, wyrównywającym sile 130 koni parowych. Ta siła obraca turbiny systemu Janvala, pochodzące z fabryki André Koechlin et Comp., które utrzymują w ruchu przyrządy papierni. Nadto w roku 1859 sprowadzono z Anglii machinę parową systemu Wolffa o sile 50 koni. W roku 1866 przybyły trzy kotły rurowe obrotowe do gotowania szmat, machina do krajania szmat, bęben do ich wykurzania, winda mechaniczna i dwa wielkie żelazne holendry systemu Warrsla, przeznaczone do prania szmat gotowych i jednocześnie do mielenia ich na ćwierć masę. Powyższe machiny porusza machina parowa o sile 40 koni, sprowadzona z Belgii. Kotły zasilane są wodą za pomocą dwóch aparatów automatycznych Rouoffsa, które na wystawie powszechnej paryskiej 1867 roku zyskały złoty medal za swoją praktyczność i bezpieczeństwo. W ogóle teraz siła poruszająca fabrykę w Soczewce składa się z dwóch turbinów 50 konnych i jednej 16 konnej, poruszanej spadkiem wody rzeki Skrwy, jednej machiny parowej o sile 50 koni i jednej o sile 40 koni. Posiada dwie machiny do wyrabiania papieru ciągłego, jedną od Champella z Paryża a drugą od Donkina z Londynu z 19 holendrami do bielenia szmat, z dwoma walcowniami do glansowania papieru i t. p. machinami. Zakład ten ma blicharnię chlorem w postaci gazu o dziewięciu piecach, laboratorium do robienia wody chlorowej, sortowanie szmat, klejownię, farbiarnię, tokarnię, heblarnię do metali, i wszelkie inne warsztaty do robót głównych i pomocniczych potrzebne. Fabryka Soczewka wyrabia papier we wszelkich gatunkach, w cenie od 5 do 50 kopiejek za funt. Produkcja papieru do pisania lub rysunku, papieru drukowego, pakowego, okładkowego, papieru na obicia i bibułki angielskiej, wynosi teraz rocznie około 1,650,000 funtów, wartości około 245,000 rs. W roku 1855 wyrób jej podany został: papieru 1,068,597 funtów wartości rs. 174,744 kop. 73, co pokazuje, iż produkcja ciągle się powiększa. Liczba robotników stale pracujących wynosi około 350, oprócz ludzi przyjmowanych czasowo do budowli lub robót w warsztatach mechanicznych.
W pobliżu Soczewki istnieje od kilku lat jedyna w kraju fabryka tektury smołowcowej, na znaczną skalę urządzona i dająca wyrób lepszy jak wiele produktów odpowiednich. Jest to materiał lekki, trwały i niepalny, do pokrywania dachów. Nadto tamże wyrabia się papier smołowcowy w zwojach, który umieszczony pod obiciami na ścianach wilgotnych, chroni mieszkania i sprzęty od szkodliwych wpływów wilgoci.
Trzecią znaczniejszą w kraju fabryką jest papiernia w osadzie Wyrbce, o parę wiorst od miasta Pilicy, w guberni kieleckiej w powiecie olkuskim, założona w r. 1855 przez Chrystjana Augusta Moes na rzece Pilicy. Doszła ona wkrótce do produkcji w kolosalnych rozmiarach. Siła poruszająca w niej cały mechanizm fabryczny za pomocą trzech kół wodnych, równa się sile 30 koni parowych. Oprócz tego maszyna parowa o sile 60 koni jest drugim sztucznym motorem. Znajdują się tu trzy kotły do gotowania szmat, dwanaście holendrów do ich mielenia, blicharnia działająca chlorem, machina do robienia papieru ciągłego z wyłączną dla siebie machiną parową o sile 12 koni, wyrabiająca na dobę od 4,000 do 5,000 funtów papieru. Machina do krajania papieru i wiele innych. Wszystkie pomocnicze warsztaty, jak kowalski, ślusarski, kotlarski, stolarski, stelmachski, rymarski i t. p. znajdują się w obrębie terytorium fabrycznego. Wyrabia ona papier wszelkiego rodzaju: zwyczajny do pisania, rysunkowy, listowy, kolorowy, tudzież bibułkę angielską białą i kolorową, oraz papier drukowy i pakowy. Produkcja jej roczna w r. 1860 podana została około 6,000 ryz rozmaitego papieru, którego wartość oceniona na 80,000 rs.; szmat zużyto do 27,000 pudów. W r. 1864 zatrudniała ludzi 200, wyrobiła papieru ryz 30,000, wartości rs. 200,000.
Czwarta na wielkie rozmiary papiernia założona została w r. 1868 w Mirkowie, w guberni kaliskiej, w powiecie wieluńskim, nad rzeką Prosną, na samej granicy pruskiej. Wystawił ją p. Banasch obywatel miasta Wieruszowa, wyłożywszy znaczne koszta, które według ksiąg fabrycznych wynosiły w okrągłych sumach: powierzchnia czyli grunt kosztowały rs. 16,500, szluzy i tamy 10,000 rs., budynki 90,000 rs., roboty wodne pod temiż 15,000 rs., machiny, kotły, rury, i wszystkie przyrządy 130,000 rs., czyli razem rs. 261,000. Fabryka poruszana jest przez dwie turbiny wodne o sile 150 koni, jako też przez machinę parową belgijską o sile 120 koni, do której są dwa kotły parowe rurowe. Jest tam wielka maszyna do papieru konstrukcji najnowszej panów Gottschalk i Noltzli, oraz osobna machina parowa o sile 12 koni, a do niej 16 holendrów i trzy kotły do gotowania szmat; oprócz tego, wszystkie niezbędne i najnowsze utensylia i przyrządy z wielką znajomością przedmiotu przygotowane. Fabryka w Mirkowie po trzech latach istnienia, w skutek niepowodzeń handlowych właściciela, zawiesiła swoje czynności a następnie przeszła w posiadanie bankierów warszawskich: Leopolda Kronenberga i braci Natansohnów. Nowi właściciele, znani ze swej przedsiębiorczości, rozporządzając odpowiednimi środkami, postanowili przyprowadzić papiernię w Mirkowie do najznaczniejszych i najznakomitszych w tutejszym kraju. Ma zaś być wyrabiany papier wszelkiego rodzaju, poczynając od pakowego aż do najcieńszych welinów i bristolów. W tym celu nie tylko istniejące już poprzednio w fabryce w dobrym stanie na wysokości sztuki machiny i przyrządy, należycie użyte zostaną, ale sprowadzono już rozmaite najnowsze aparaty i przyrządy, jakie tylko dotychczasowy postęp fabrykacji wymaga i gdziekolwiek są w użyciu po najcelniejszych zagranicznych fabrykach, tak iż fabryka w Mirkowie miała być w bieg puszczoną z dniem 1 kwietnia roku bieżącego.
Oprócz tych głównych zakładów, istnieją od dawnych czasów w kraju mniejsze papiernie, wyrabiające papier w niewielkiej ilości, ordynaryjny i bibuły. Wykazy statystyczne podawały następne pod tym względem dane, biorąc tylko przeciąg ostatnich lat dwudziestu. I tak, w roku 1850 liczono wszystkich papierni w Królestwie 33, zatrudniających robotników 921. Wartość ogólna produkcji podana na 302,000 rs. W roku 1857 było fabryk 38, a mianowicie w guberni Augustowskiej 1, Lubelskiej 3, Płockiej 4, Radomskiej 14, Warszawskiej 16. Zatrudniały one robotników 1,068, więcej niż w roku 1845 o głów 268, a wyrobiły papieru ryz 788,976, wartości rsr. 358,563, wyższej o rsr. 151,138 niż przed dwunastu laty. W roku 1860 liczono papierni 39, zatrudniających osób 1,168, wartość produkcji wynosiła rsr. 648,300. W roku 1864 było wszystkich papierni 34, a mianowicie: w guberni warszawskiej czynna w Soczewce J. Epsteina, zatrudniała ludzi 286, wyrobiła papieru ról 385,000, wartości rsr. 243,000; w Dunaju Mroczkowskiego ludzi 16, ryz 5,400, ceny 3,900 rsr.; w Bednarach i Sopelu ludzi 20, ryz 10,300, wartości rsr. 22,000; Niedospielin ludzi 7, ryz 1,600, ceny 2,000 rsr.; Łochów robotników 6, ryz 1,500, ceny 2,000 rsr.; Olechów ludzi 34, ryz 6,000, wartości rub. sr. 10,000; Jeziorna Banku Polskiego, zatrudniała robotników 265, wyrobiła papieru ról 31,900, ryz 31,800, wartości rs. 115,800; Łąki, Chobanin, Biała Górna i Staropole zatrudniały robotników 14, wyrobiły ryz 3,600, wartości rsr. 4,400. W guberni Radomskiej czynne były: w mieście Rakowie Glicksmana, zatrudniała robotników 9, wyrobiła papieru ryz 3,000, wartości rsr. 3,500; Dębowa góra Edelszteina, miała robotników 5, wyrobiła bibuły ryz 2,000, ceny 2,100 rsr.; w Końskich hr. Małachowskiego, robotników 3 wyrobiło bibuły ryz 3,000 ceny 3,175 rsr.; Ruszenice Siedlewskiej, robotników 4, wyrobiła bibuły ryz 1,700, ceny rsr. 2,000; Tursko, Jagodzińskiego, wyrobiła bibuły ryz 750, ceny rsr. 850; Zimnowoda, Habrowskiego, robotników 8, wyrobiła bibuły ryz 1,000, wartości rsr. 1,200; Sakow, Malinowskiego, robotników 5, wyrobiła papieru ordynaryjnego ryz 7,400, wartości rsr. 9,500; Łachów, Gogolewskiego, robotników 3, wyrobiła bibuły ryz 3,010, wartości rsr. 407; Żelisławice, Stępkowskiego, robotników 4, wyrobiła bibuły ryz 3,010, wartości rsr. 500; Biadoszyce, Niemojewskiego, robotników 5, wyrobiła bibuły ryz 23,000, wartości rsr. 3,909; Korytnica Górnickiej, robotników 2, wyrobiła bibuły ryz 3,000, wartości rsr. 450; Pilica, Moesa, zatrudniała robotników 200, wyrobiła papieru ryz 30,000, wartości rsr. 200,000; Kleszczowa, Mera robotników 5 wyrobiła bibuły ryz 2,000, wartości rsr. 1,200; Myszków, Osterlofa, robotników 6, wyrobiła bibuły ryz 1,800, ceny rsr. 1,000; Dzibice, Zygelbauma, robotników 6, wyrobiła bibuły ryz 1,500, ceny rsr. 1,000. W guberni lubelskiej: w Żulinie, hr. Łubieńskiego, zatrudniała ludzi 19, wyrobiła papieru ordynaryjnego i bibuły ryz 4,740, wartości rsr. 3,150; Hamernia, Majera i Goldmana, robotników 47, wyrobiła papieru białego ryz 3,100, ceny 5,420 rsr.; Modliborzyce, Gorzkowskiego, robotników 20, wyrobiła papieru białego ryz 5,260, wartości rsr. 4,230. W guberni płockiej: Konstantynowo, Radziejowskiego, robotników 6, wyrobiła papieru ryz 1,080, wartości rsr. 1,038; Brodowe Łąki, Szetyng Karola, robotników 5, wyrobiła papieru ryz 3,260, ceny rsr. 4,230. W guberni augustowskiej: Drobiugo, Szelle Kon., robotników 6, wyrobiła papieru ordynaryjnego ryz 189, wartości rs. 180.
[Maszyny i procesy produkcyjne
Blicharnia – oddział w fabryce papieru (bielarnia), w którym poddawano bieleniu surowiec (zazwyczaj szmaty) przy użyciu środków chemicznych, np. gazu chlorowego. Nazwa wywodzi się z języka niemieckiego (bleichen – bielić).
Glansowanie – nadawanie papierowi gładkości i połysku poprzez przepuszczanie go przez system mocno dociskanych, gładkich walców (kalandrowanie).
Holender – najważniejsza w XIX wieku maszyna papiernicza służąca do prania, rozdrabniania i mielenia szmat w wodzie w celu uzyskania masy papierniczej.
Ćwierć masa / półmasa – wstępnie zmielone i oczyszczone szmaty w holendrach, półprodukt do dalszego przerobu na właściwą masę papierniczą.
Papier ciągły – papier produkowany maszynowo w postaci długiej wstęgi nawijanej na zwoje (role), w przeciwieństwie do dawniejszego papieru czerpanego ręcznie, który wytwarzano w pojedynczych arkuszach.
Surowce i rodzaje papieru
Szmaty – w XIX wieku absolutnie podstawowy surowiec do produkcji papieru (bawełniane, lniane lub konopne odpady włókiennicze). Włókno drzewne (celuloza i ścier) zaczęło wypierać szmaty dopiero w II połowie stulecia.
Papier ordynaryjny – papier najzwyklejszy, pospolity, często gorszej jakości i grubszy, przeznaczony do codziennego użytku.
Welin (papier welinowy) – wysokiej jakości, bardzo gładki papier bez widocznych prążków pod światło, używany m.in. do luksusowych druków.
Bristol (bristol board) – gruby, sztywny papier wysokiej jakości (rodzaj cienkiego kartonu), używany głównie do rysowania, malowania i biletów wizytowych.
Tektura/papier smołowcowy – dziewiętnastowieczny odpowiednik dzisiejszej papy; tektura nasączana smołą używana do izolacji wilgoci lub krycia dachów.
Miary, wagi i waluty
Rs. / rsr. / rub. sr. – rubel srebrny, podstawowa jednostka monetarna na terenie Królestwa Polskiego i całego Imperium Rosyjskiego w tamtym czasie.
Kopiejka – drobna moneta rosyjska, stanowiąca 1 setną rubla.
Ryza – standardowa miara ilości papieru; zazwyczaj oznaczała 500 arkuszy.
Funt – dawna jednostka wagi; w systemie rosyjskim (obowiązującym po 1849 r. w Królestwie) wynosił 409,5 grama.
Pud – dawna rosyjska miara masy, wynosząca 40 funtów, czyli ok. 16,38 kg.
Rola (papieru ról...) – bela, zwój papieru ciągłego (w tekście jako jednostka ilości wyprodukowanego papieru).
Wiorsta – dawna rosyjska jednostka długości, równa około 1066 metrom.
Inne pojęcia
Tutejszy kraj – w prasie warszawskiej XIX wieku często używano tego określenia w odniesieniu do Królestwa Polskiego (aby unikać słów drażniących rosyjską cenzurę).
Utensylia – wszelkie przedmioty użytkowe, drobne przyrządy, narzędzia i sprzęty pomocnicze w fabryce.
Warsztat stelmachski – warsztat stelmacha, czyli rzemieślnika zajmującego się wyrobem części drewnianych do wozów, bryczek oraz kół (co w fabryce z wieloma drewnianymi przekładniami było niezbędne).]
GAZETA POLSKA
1875, № 138 + DOD., str. 4
14 / 26 czerwca 1875 r. (sobota)
Hotel Polski:
[...]
Jakubowicz Alek., obywatel ze Święcic;
Łączkowski Miecz., obywatel z Kozienic;
Kułak Józef, obywatel z Golądkowa;
Żołnierkowski Hier., ksiądz z Brodowych Łąk.
GAZETA PRZEMYSŁOWO-RZEMIEŚLNICZA
29 listopada / 11 grudnia 1875
Rys historyczny przez ALEKSANDRA MAKOWIECKIEGO. (Dalszy ciąg).
IV. Lata od 1632 do 1764.
Smutne to czasy w dziejach przemysłu polskiego. Wojny kozackie, napady Tatarów, najazd Szwedów, wojna domowa przez Lubomirskiego prowadzona — oto wrogowie zewnętrzni, którzy łupili, palili, niszczyli miasta, zubożali mieszkańców, w pień wycinali ludności całe lub wlekli w jasyr daleki. Samowola panów, ucisk podatkowy, brak dokładnego wymiaru sprawiedliwości, brak bezpieczeństwa, moneta spodlona, prześladowania religijne — oto poczet nieprzyjaciół wewnętrznych trapiących rzemieślnika polskiego. Nie pomagały tu prawa dawne; znoszono je lub lekceważono najczęściej. Zdzierstwa starostów czuwających nad miastami, przechodziły wszelkie granice. Nakładano na mieszczan rozmaite daniny, robocizny, zmuszano do kupna ziemiopłodów za podwójne ceny, a nierzadko i zabierano całe fabryki lub narzędzia rzemieślnicze. Opierających się mieszczan pakowano do więzień lub strzelano do nich po prostu. W tych czasach powstało przysłowie w Osieku: „kowal zawinił a ślusarza powieszono”. Znęcał się nad nimi kto chciał. W Goszczynie np. małżonka starosty rzuciła się na jednego z mieszczan, wyrwała mu brodę i tak pobiła, że na wpół umarłego odeszła. Pasek w swych pamiętnikach chwali się, że bił burmistrza po twarzy i kopał go nogami — i rozumie się, wcale sobie tego za złe nie ma. Lada szlachciura przewodzi pracowitym rzemieślnikiem. Wójcicki pisze: „Wiek XVII smutne buty szlacheckiej stawia przykłady. Przepisywano ubiory dla płci obojej stanu miejskiego, aby szlachcica wszędzie widać i poznać było można. Przy ciemnocie coraz większej, gdy włościanie stracili prawo obywatelstwa, szlachta poniewierała i stan mieszczański, a ogarnąwszy nad magistratami władzę, wszelkich go swobód pozbawiła”. Więc szło wszystko ku upadkowi. Miasta się wyludniały, kto mógł uciekał za granicę, kto nie mógł, w biedzie pędził żywot i jakby w niewoli tatarskiej. Ludne miasta jak Olkusz, Goszczyn, Kozienice, Jarosław, Lwów i setki innych — zaległo pustkowie. Taki Oświęcim np. w krakowskiem przed wojną szwedzką miał 500 domów i 200 rzemieślników, a po wojnie w r. 1660 ma tylko 20 domów i 6 rzemieślników. Okropność. I przykład to nie jeden — lecz dać ich można dziesiątki i setki.
Za panowania Jana Kazimierza ubyło Polsce około 3,000,000 ludności, a przemysł, rękodzieła i handel wraz z naukami upadły. Za Sasów znów najazd Szwedów, przekupstwa władzy, zdzierstwa i frymarki Żydów, i bezład ogólny dopełnił miary złego. Dopiero przy końcu panowania Augusta III, gdy kraj zażył trochę spokoju, budzić się poczyna uznanie potrzeby pracy przemysłowej i gdy już mieszczan bogatych nie stało, panowie polscy poczynają imać się przemysłu. Więc Jan Małachowski ściąga do Końskich rzemieślników; Konstanty Plater woj. mścisławski sprowadza z Niemiec i Warszawy do Krasławia nad Dźwiną w Inflantach i wyrabia tam: adamaszki, aksamity, kobierce, perkale, sukna, broń, wyroby złotnicze i jubilerskie, złoto malarskie, powozy i karty polskie; wiele z tamtejszych wyrobów szło nawet do Rosji; Andrzej Załuski biskup krakowski zakłada kuźnie i fabryki wyrobów żelaznych w Suchedniowie. Nawet w Opolu ksiądz Ignacy Konarski zakłada szkołę rzemieślniczą. W r. 1758 zaczął budować gmach na szkołę i umieścił tam 16 rzemieślników z warsztatami. Sprowadzeni do tego zakładu byli najdoskonalsi stolarze, ślusarze, garbarze, sukiennicy i tkacze. Sejm z r. 1764 szkołę wziął pod swą protekcję i nakazał, aby „ucznie wyzwolone w tejże szkole, aby wszędzie po cechach w miastach i miasteczkach we wszelkiej z drugiemi rzemieślnikami możności przyjmowani i zachowani byli”. Szkoła ta jednakże wkrótce upadła. Stanisław August nie dobrą brał spuściznę po Sasach. „Wolność mieszczan, mówił prymas polski w r. 1764, swywołą przytłumiona, skarb dymem obcych kruszców zczerniony, miasta bez obywateli, mieszczanie bez handlu, handel bez korzyści, w miastach miast szukać potrzeba: co ulica to pole, co rynek to pustki. Oto w takim stanie rzeczpospolita się znajduje, w jakim nigdy nie była”.
Nie można jednak powiedzieć, iżby wszystkie rzemiosła wszędy upadły. Owszem są one jeszcze, tułają się, ale to tylko cień tego co było w XVI stuleciu. Były zawsze potrzeby w narodzie, więc musiano tym potrzebom zadość uczynić. Ale nie było już bogactwa, nie było kunsztowności w rzemiośle. Robiono — aby żyć. Najlepszy dowód choćby w tem — że Polska w 1757 roku sprowadzała z za granicy sukno, wyroby wełniane i płótno, gdy dawniej od niej szły te wyroby do obcych krajów.
Przybywają np. w Polsce drukarnie, jak: w Białyniczach (w Witebskiem), w Czernihowie nad Dzisną, w Częstochowie, Kiejdanach, Kościanie, w Nowogrodku Siewierskim, w Czernihowie, Oliwie nad Bałtykiem, w Płocku, Szlichtyngowie, Targowicy, Wschowie, Żółkwi (żydowska), Nieświeżu, Warszawie, Berdyczewie, Mokrzku, Piotrkowie Trybunalskim, w Poczajewie, Przemyślu, Rawiczu, Sandomierzu, Supraślu i t. d. było nawet w r. 1730 drukarni w Polsce 33 — ale ile to w ich miejsce upadło i były to tylko drukarenki, ani się sprostać mogące z dawnemi zakładami typograficznemi. Zresztą prawie wszystkie zakłady, które powstawały w tym czasie, pochodzą z czasów Władysława IV i Jana Sobieskiego, gdy jeszcze jako tako było w Polsce i przynajmniej najazdów obcych nie było.
W Iwanowicach dają się poznać sukiennicy. We wsi Połośnie pod Nieświeżem Bernardyni zakładają fabrykę sukna na habity zakonne. W Rostaszewie jest także trochę sukienników. W Drzewicy jest fabryka pasów jedwabnych. W Żółkwi wyrabiano niezłe płótna. W Jedlni browary są znaczne. W Kiejdanach oprócz drukarni była i papiernia, w której wyrabiano doskonały papier, równy holenderskiemu z napisem Civitatis Caivdunensis. W Wilnie także była papiernia a przytem fabryka kart polskich Śmiatowskiego. Wyroby garncarskie w Ćmielowie i Denkowie wciąż słyną i August III nadaje w r. 1750 mieszkańcom tych dwóch miast przywilej spławiania ich wyrobów do Gdańska. Medalierstwo kwitnie; piękne są medale Sobieskiego, Jana Bensheima gdańszczanina na pamiątkę pokoju oliwskiego, a Höhna na pamiątkę odebrania Torunia Szwedom i pogromienia Turków pod Wiedniem i wiele innych; ale były to roboty zagranicznych kunstmistrzów. Polaków między nimi nie widać. Za Władysława IV w Oliwie lano działa żelazne — ale krótko to trwało. W Elblągu były mennice — a także w Poznaniu, Lublinie, Krakowie, Bydgoszczy, Toruniu, Gdańsku; ale moneta była coraz gorsza — a spodlili ją ogromnie: Szwedzi bijąc polską monetę w Rydze, Boratini dzierżawca polskich mennic i Żyd Efraim który pod opieką Prusaków bił polską fałszywą monetę w Saksonii. Żydzi dostają już przywileje do pędzenia wódki i sycenia miodów np. w Łęczycy. Żółkiew zaczyna słynąć garbarniami i piwem. W Warszawie zwiększa się ilość zegarmistrzów i zawiązują oddzielny cech w r. 1752. W tych czasach zaczęły się upowszechniać zegarki kieszonkowe i po wieżach kościelnych.
Górnictwo szybkiem krokiem dążyło do upadku — z wyjątkiem kuźni żelaza. Kopalnie olkuskie w r. 1658 dały ołowiu 13,948 cent. i srebra 13,171 grzywien, a dochodu w ogóle złp. 1,283,000, w r. 1659 dochód wzrósł do 1,956,136 złp., w r. 1673 dochód spadł na 654,685 złp.; w r. 1728 dochodu było tylko 180,000 złp., a w r. 1762 wydobyto nie więcej jak 800 centnarów ołowiu i 130 grzywien srebra. W roku 1655 Szwedzi dali się dobrze we znaki Olkuszowi, a nawet tamtejszych górników zmusili do prowadzenia min przeciw Częstochowie, bronionej walecznie przez księdza Kordeckiego. Ta napaść Szwedów zubożyła górników olkuskich; zubożeni nie mogli chronić kopalń od zalewów ciągle czynnych; za Jana Sobieskiego korzystano tylko z dwóch sztolni Ponikowskiej i Pileckiej, nie mając nawet czem łożyć na ich utrzymanie i konserwację. Jan III całe dochody i Olborę obracał na podtrzymanie kopalń, które wiele ucierpiały w r. 1690 przez nadzwyczajny zalew wody i zapadnięcie się niektórych sztolni. I może być że zdołałby uratować kopalnie. Ale za Augusta II Szwedzi najechali po raz wtóry Polskę, kopalnie w części zniszczyli a z mieszczan Olkusza ściągnęli 30,000 złp. ówczesnej kontrybucji. Na domiar złego w r. 1703 rzeczka Baba zalała kopalnie i najwięcej tem przyczyniła się do zniszczenia kopalnictwa. Za Augusta II i III radzono nad podniesieniem kopalń, ale nic nie zrobiono. W r. 1671 robotnicy górniczy z okolicy Olkusza, zgadzają się płacić ze swych zarobków po groszu od złotego na rzecz skaleczonych lub zabitych górników, oraz ich wdów i sierot. Początek to stowarzyszenia górniczego wzajemnej pomocy. Kopalnie chęcińskie jeszcze wcześniej upadły. Miedź zaprzestano dobywać. Żupy tylko Wielickie trwały ciągle; bez widocznego wzrostu, ale i bez upadku. Nie tak się rzecz ma z fabrykami żelaza. Rozwijają się one. Za Władysława IV i Jana Kazimierza powstają rudnie i kuźnie w koło Olsztyna, Lelowa, Krzepic, Chęcin, Piotrkowa, w Świerczowie pod Radoszycami, w Bobrzy, Ćmińsku, Kołomaniu, Tumlinie, Zagnańsku pod Kielcami, Czarnotrzewiu, Omulewie, Wyszku, Broku pod Korytnicą w ziemi Liwskiej, w Brodowych Łąkach koło Prasnysza, w Skrodzie pod Łomżą i koło Augustowa i Parczowa w Lubelskiem. (Dziś tego wszystkiego nie ma). Za Jana Sobieskiego w Samsonowie staje pierwszy piec wielki szybowy. Za Augusta II wiele z poprzednich fabryk upadło i zostało się „nieco dymarek, kilka szabelni lub kuźni zbrojowych”. Powstały jednak wielkie piece: w Bzinie, Ząbkowicach i Stefankowie; dymarki: w Ostojowie, Ogonowie, Barczowie, Jędrowie, Baranowie, Majkowie i Michałowie pod Bzinem. Za Augusta III dźwignęło się znacznie kuźnictwo; przybyło 5 wielkich pieców: w Parszowie, Mostkach, Końskich, w Ruskim Brodzie i Rudzie pod Białaczewem; blacharnie były w Berezowie i Suchedniowie, ruralnia broni w Pomykowie i szabelnia w Gowarczowie. Żelazo Końskie słynęło z dobroci, a strzelby z tego żelaza równały się angielskim. W województwach ruskich kuźnie także musiały być czynne. W r. 1733 np. Łeńczyńska Rudnia na Wołyniu wyrabia nasoszniki, radła, podoski i t. p.
Oto wszystko co się o nowych zakładach przemysłowych w tych burzliwych czasach pozostałych — zebrać dało. Były wprawdzie jeszcze i dawne zakłady. Wyrabiano jak poprzednio sukna we Wschowie, Lutomiersku i t. d. sita w Biłgoraju, skóry w Jarosławiu, Lwowie i t. d. ale wyrób to był najprzód gorszy — a powtóre o wiele mniej go było. Zagranica zaczęła zasypywać nas towarami. Z obcymi królami przyszły i towary obce. Cechów nowych już przybywa bardzo mało. A gdy dawniej w skutek napływu rzemieślników cechy skombinowane rozdzielały się na oddzielne np. w Warszawie kowale oddzielają się od stelmachów i kołodziejów — to później zdziesiątkowani rzemieślnicy nie mogąc utrzymać oddzielnych cechów łączą się z sobą; np. w Klimuntowie w jeden cech łączą się: sukiennicy, piwowarzy, brukarze, czapnicy, paśnicy, kapelusznicy i farbiarze. Cechy zostały. Zasłaniano się od ich zdzierstw niby — taksami i przysięgami — ale nie naruszano ich — a nawet czasami wzmacniano. W roku 1659 np. Jan Kazimierz w celu lepszej kontroli podatku czopowego, zakazuje osobom niecechowym „piw robić w miastach i na przedmieściach”. Powaga atoli cechowa wraz z powagą magistratów miejskich zmalała — i Żydzi już nie tylko w miastach na polskiem prawie — ale i niemieckiem rządzących się — zaczynają trudnić się rzemiosłami, szczególniej: jubilerstwem, zegarmistrzostwem, krawiectwem, blacharstwem, a także pędzeniem wódki i sycaniem miodów. Nie było to wcale złem, gdyż miasta jako tako przez nich podtrzymywane chwilowo były. Ale dla rozwoju rzemiosł było niedogodnem, gdyż partactwo po niskiej cenie zaczęło wyrugowywać dawne dobre, ale odpowiednio i droższe roboty. [...]
[Podatki, finanse i jednostki miar
Centnar (cent.) – dawna jednostka masy, używana w handlu i górnictwie, wynosząca zazwyczaj około 50–65 kg w zależności od regionu i epoki.
Czopowe (podatek czopowy) – dawny podatek pośredni pobierany od wyrobu i sprzedaży napojów alkoholowych (piwa, miodu, wina i wódki).
Grzywna – dawna jednostka miary masy (stosowana głównie do metali szlachetnych, np. srebra) oraz jednostka obrachunkowa. W Polsce ważyła ok. 200 gramów.
Olbora – obowiązkowa danina (część urobku, zazwyczaj dziesiąta lub jedenasta część) oddawana właścicielowi ziemi lub władcy przez gwarków (górników) z tytułu wydobycia kruszcu.
Złp. – złoty polski, dawna jednostka monetarna.
Moneta spodlona – zjawisko "psucia monety", czyli bicia pieniędzy o zaniżonej zawartości kruszcu (np. tzw. boratynki w XVII wieku), co prowadziło do wysokiej inflacji i utraty wartości pieniądza.
Organizacja rzemiosła i handlu
Cech – dawna organizacja samorządowa zrzeszająca rzemieślników jednego lub kilku pokrewnych zawodów w danym mieście. Cechy ustalały ceny, jakość towarów (taksy) i zasady szkolenia (wyzwalania uczniów).
Frymark – dawniej handel wymienny; w kontekście tego tekstu słowo użyte w znaczeniu pejoratywnym, oznaczające pokątny, nielegalny handel lub spekulację.
Partactwo (partacz) – w dawnym prawie miejskim: wykonywanie zawodu przez rzemieślnika nienależącego do cechu (niezrzeszonego). Było to surowo zakazane przez prawo cechowe. Dopiero z czasem słowo to nabrało dzisiejszego znaczenia: pracy wykonanej źle i niestarannie.
Kunstmistrz – rzemieślnik o wyjątkowych umiejętnościach, mistrz w swoim fachu, wykonujący skomplikowane lub artystyczne przedmioty (od niemieckich słów Kunst – sztuka i Meister – mistrz).
Paśnik – rzemieślnik zajmujący się tkaniem pasów ozdobnych (np. słynnych litych pasów kontuszowych).
Stelmach / kołodziej – rzemieślnicy zajmujący się wyrobem elementów wozów; kołodziej robił głównie drewniane koła, a stelmach – pudła wozów i sanie.
Sycenie miodów – proces produkcji miodu pitnego polegający na gotowaniu (syceniu) brzeczki (mieszaniny miodu pszczelego i wody) i jej późniejszej fermentacji.
Górnictwo, hutnictwo i przemysł
Miny – w tekście użyte jako określenie podkopów i chodników saperskich drążonych pod ziemią w czasie oblężenia (w celu podłożenia materiałów wybuchowych pod murami).
Rudnia / kuźnica / dymarka – dawne nazwy prymitywnych zakładów hutniczych, w których wytapiano i przekuwano żelazo z rudy.
Ruralnia – dawny zakład rusznikarski lub fabryka broni palnej. Nazwa pochodzi od staropolskiego określenia lufy karabinowej jako "rury".
Sztolnia – poziomy lub lekko nachylony chodnik w kopalni, wyciągnięty na powierzchnię, służący głównie do odwadniania kopalni (np. z zalewów) lub transportu urobku.
Żupy – dawna nazwa państwowych kopalni soli (np. żupy wielickie, bocheńskie).
Narzędzia i pojęcia ogólne
Jasyr – niewola turecka lub tatarska. Wzięcie w jasyr oznaczało uprowadzenie tysięcy cywilów podczas najazdów w celu sprzedania ich na targach niewolników na Bliskim Wschodzie.
Nasoszniki, radła, podoski – żelazne lub okute elementy dawnych pługów i narzędzi rolniczych służących do orania ziemi (radło to prymitywny pług bez odkładnicy).
Prawo polskie / prawo niemieckie – systemy ustrojowe dawnych miast. Miasta zakładane (lokowane) na prawie niemieckim (magdeburskim) posiadały odrębną organizację, samorząd (magistrat z burmistrzem) oraz własne sądownictwo.
Ziemiopłody – płody rolne, zbiory, produkty rolnicze.]
GAZETA PRZEMYSŁOWO-RZEMIEŚLNICZA
Hieronim Łabęcki w dziele swym „Górnictwo w Polsce” opisał fabryki żelazne i innych metali, dawniej tylko lub dotąd czynne, w byłym województwie krakowskim – około Olkusza, Siewierza i Panek, stanowiących okręg górniczy zachodni – tudzież w dawnym województwie sandomierskim, w okolicach Suchedniowa, Wąchocka i Kielc, stanowiących okręg górniczy wschodni, a zupełnie pominął opis kurnic, czyli dymarek, istniejących w północnej części Królestwa, w dawnym Mazowszu, a mianowicie w byłym starostwie przasnyskim nad rzeką Omulwią, w dobrach pobiskupich Brok, tudzież na dawnym Podlasiu nad rzeką Bobrą w Sztabinie, w dobrach niegdyś dziedzicznych hrabiego Brzostowskiego, przeszłych następnie na własność gminy.
Ruda żelazna w opisanych wyżej miejscowościach nie należy do wiele procentujących, jak ilasta, gruboziarnista i bochenkowata w okolicach Panek, Siewierza, Końskich, Kielc, lecz tworzy pokłady niegłębokie nad rzekami i w błotach, zwane rudą darniową, czyli fosforyczną. Zdobywana zaś była odkrywką, czyli przez zrzucenie wierzchniej warstwy ziemi.
Zakłady żelazne, które przerabiają tę rudę, jakkolwiek ubogą, i mniej lub więcej wytrzymują współzawodnictwo z fabrykami południowych okolic Królestwa, istnieją obecnie:
w Sztabinie w guberni suwalskiej, powiecie augustowskim,
w Wądołkach [Wądołku] za granicą, w Prusach Wschodnich, pod Hansburgiem, czyli Johanisbergiem [Johannisburg, obecnie Pisz], blisko miasta powiatowego Kolna w guberni łomżyńskiej,
w guberni wileńskiej, powiecie oszmiańskim, w dobrach Naliboki księcia Wittgensteina i w Wiśniewie, w dobrach dziedzicznych hrabiego Chreptowicza.
Okolice obfitują tam w lasy, a zatem węgla do przetapiania rudy nie brak. W powyższych trzech dobrach zaprowadzone są wielkie piece nowej budowy, a miechy poruszane są kołami wodnymi.
Co do kurnic, czyli dymarek, nad rzeką Omulew w dawnym województwie płockim, najdawniejszą z tych fabryk żelaza zdaje się być w byłym starostwie przasnyskim kurnica, czyli dymarka, we wsi Oborczyskach. Albowiem podług śladu w archiwach wieczystych ciechanowskich, księga nr 47, fol. 32, znajduje się tam po łacinie dekret komisarski z roku 1616 względem dochodzenia czternastu tysięcy złotych polskich nakładów przez braci Adama i Wojciecha Wołoszów na wykarczowanie puszczy do kopania rudy żelaznej w miejscu zwanym Oborczyska nad rzeką Omulew sytuowanym, poczynionych. Dekret ten zawiera w sobie przywilej Zygmunta III, króla polskiego, w Warszawie, 14 listopada 1614 roku, nadany i dozwalający tegoż karczowania. Później powstała dymarka w Brodowych [Brodowych Łąkach] nad rzeką Omulwią.
Podług lustracji byłego starostwa przasnyskiego do roku 1796 fabryki te były czynne, jak tego dowodzą dziś jeszcze istniejące groble żużlem usypane, a wsie Czerwińskie, Oborczyska, Bakuła i Brodowe Łąki odrabiały do kurnic tych pańszczyznę.
Z akt zaś byłej komisji województwa płockiego pokazuje się, że fabryki te istniały do roku 1801; dopiero w tym czasie rząd pruski, zaprowadziwszy piec wielki do przetapiania rudy żelaznej w Wądołkach pod Johanisbergiem w Prusach Starych, czyli Wschodnich, zlikwidował powyższe kurnice, aby usunąć współzawodnictwo. Ponadto rząd pruski chciał, aby ruda żelazna nad rzeką Omulew, kopana w ówczesnych Prusach Nowowschodnich, dostarczana była do Wądołek. Ruda zaś istotnie była kopana, bo jeszcze po traktacie tylżyckim w roku 1809 rekwirowana i wydana została.
Węgle do kurnic powyższych, gdy istniały, kurzone były w lasach starostwa przasnyskiego, dziś obręby leśne: Adamczycha, Przysieki, Żelazna i Poścień składających.
W roku 1834 komisja województwa płockiego starała się wznowić te zakłady celem otrzymania dochodu z rudy żelaznej i węgli, lecz pomimo ogłaszania w pismach krajowych i zagranicznych, konkurenci do postawienia zakładów nie zgłosili się.
W byłym starostwie różańskim na rzece Omulwi istniała także pod wsią Wyszel. Lustracje tego starostwa do roku 1796 wspominają o pobieranym dochodzie i dopiero w roku 1801 rząd pruski zniósł ten zakład.
Najpóźniej przetrwała dymarka na rzece Omulew we wsi prywatnej Przystajń [Przystań], bo jeszcze do roku 1840 była czynna. Ruda do niej w roku 1826 sprzedawana była przez Urząd Leśny Przasnysz z łąk pod wsiami Wyszlem i Grabówkiem położonych.
Że ruda żelazna nie tylko nad rzeką Omulew, lecz także nad rzekami Rozogą i Skrwą w byłej Ekonomii Ostrołęckiej znajduje się, a szczególniej pod wsią Zdunek, dowodzi to, że były Rząd Gubernialny Płocki, mając sobie złożone okazy znalezionej rudy, przesłał takowe Wydziałowi Górnictwa w Warszawie, a ten odezwą swą z dnia 14/26 września 1850 roku, numer 3764, po zarobionej analizie uwiadomił, że ruda ta zawiera 28% żelaza. Dla bliższego rozpatrzenia miało górnictwo krajowe wysłać technika do zbadania pokładów rudy żelaznej na miejscu, lecz projekt ten do skutku nie przyszedł i użytkowania złóż żelaznych w dobrach rządowych byłej Ekonomii Przasnysz, Ostrołęka i Różan zaniechano.
W byłej Ekonomii Brok nad rzeką Bugiem położonej, za czasów władania tymi dobrami biskupów płockich, następnie rządu pruskiego, a na koniec byłego Księstwa Warszawskiego, istniała w osadzie Ruda dymarka, której miechy i młot poruszała woda rzeczki Grzybówki, do rzeki Broczyska wpadającej. Fabryka ta za czasów Księstwa Warszawskiego zostawała w administracji naddzierżawcy Ekonomii Brok, a następnie przeszła pod zarząd Urzędu Leśnego Brok i istniała do roku 1812, w którym to czasie woda na wiosnę groblę zniosła, a gdy rząd żadnych nakładów czynić nie chciał, fabryka ta opustoszała i upadła.
Ruda do tej dymarki kopana była na łąkach wsi Nagoszewo, Błędnica, Kaczkowo i innych, nad rzeką Broczyskiem położonych.
Że ruda w tych okolicach znajduje się dotychczas, dowodem tego jest, że kiedy w osadzie Feliksów nad rzeczką Grzybownicą zakładano w latach 1861/5 ogród botaniczny drzew leśnych, przy regulowaniu gruntu na głębokości dwóch stóp przez komisarza leśnego Jastrzębowskiego, znaleziono wiele rudy.
W fabrykach powyższych z surowizny kruchej wyrabiano odlewy, jako to: kotły żelazne, kraty, grapy; z narzędzi rolniczych: narogi do soch litewskich i ryzy do sań.
Główny upadek dymarek nad rzekami Omulwią i Grzybownicą należy przypisać nieudolnemu ich prowadzeniu. Zakłady te po większej części wypuszczano w dzierżawę i nikt nie chciał wyłożyć funduszów na założenie wielkich pieców. Produkcja przeto kosztowała drożej i z wyrobami fabryk żelaznych w południowych częściach Królestwa nie mogła wytrzymać współzawodnictwa.
Czy obecnie fabryki nad rzeką Omulwią wobec wielkiego zapotrzebowania żelaza lanego do narzędzi rolniczych i innych wznowione być mogą, zależy to od obliczenia, na podstawie poszukiwań dokonanych przez techników górniczych, jaka jest rozległość pokładów rudy żelaznej jeszcze niewybranej nad rzekami Omulwią, Skrwą, Rozogą i Płodowicą i jakie jest bogactwo tej rudy.
Węgle drzewne do pieca wielkiego mogłyby być dostarczone z leśnictwa:
rządowego Ostrołęka, mającego włók 1172,
z leśnictwa Przasnysz w straży Olszewka i Adamczycha włók 668,
z lasów prywatnych Drążdżewa i Baranów włók 700.
Razem włók 2540.
Licząc produkcję drzewa opałowego najmniej ½ sążnia z morga nowopolskiego, czyli z włóki 15 sążni leśnych po 85,75 st. sz. objętości, spodziewać by się można drzewa na węgle sążni 37 600.
A że do prowadzenia jednego pieca wielkiego i fryszerki żelaza potrzeba rocznie około 20 000, a zatem zbywałoby jeszcze sążni 17 600.
Ludność w tamtejszych okolicach, składająca się z Kurpi, na gruntach niepłodnych osiadła, liczy około 10 000 dusz i potrzebuje zarobkowania, a zatem braku najemnika do różnych robót obawiać się nie można, gdyż oni corocznie na zarobkowanie w okoliczne dobra wychodzą.
Jeżeli kopalnie olkuskie skutkiem wojen szwedzkich i zaniedbania składek na naprawę sztolni upadły, długi czas były nieczynne i dopiero po roku 1815 wznowione zostały, dlaczegóżby kopalnie rudy żelaznej, później jeszcze istniejące nad rzekami Omulwią, Skrwą, Rozogą, a przez rząd pruski, mający własny interes na widoku, zniesione, obecnie przywrócone być nie mogły?
Zależy to głównie teraz, jak wyżej powiedziano, od gruntownego zbadania warunków, od przedsiębiorczości i możności znalezienia kapitału.
[Hutnictwo i wydobycie surowców
Dymarka (kurnica) – dawny, niewielki piec hutniczy, w którym wytapiano żelazo z rudy przy użyciu węgla drzewnego. Proces ten był stosunkowo prymitywny i mało wydajny w porównaniu do późniejszych wielkich pieców.
Fryszerka – zakład hutniczy, w którym kruchą surowiznę (surówkę żelazną) poddawano procesowi "świeżenia", czyli pozbawiania nadmiaru węgla, aby uzyskać miękkie, nadające się do kucia żelazo kowalne.
Kurzenie węgli – proces wypalania węgla drzewnego z drewna w specjalnych stosach (mielerzach) przy ograniczonym dostępie tlenu. Węgiel ten był niezbędny jako paliwo do dawnych pieców hutniczych.
Odkrywka – metoda wydobywania kopalin (tu: rudy żelaza) polegająca na zdejmowaniu wierzchniej warstwy ziemi, bez konieczności drążenia głębokich szybów podziemnych.
Ruda darniowa (fosforyczna) – niskoprocentowa, ale bardzo łatwo dostępna ruda żelaza. Występuje płytko pod powierzchnią ziemi, najczęściej na terenach podmokłych, łąkach i torfowiskach. Z powodu domieszek (np. fosforu) wytapiane z niej żelazo bywało gorszej jakości.
Surowizna krucha – surówka żelazna; produkt wytopu w piecu hutniczym. Z powodu dużej zawartości węgla jest to stop twardy, ale bardzo kruchy – nie nadaje się do kucia pod młotem, można z niego jedynie odlewać przedmioty.
Sztolnia – poziomy lub lekko nachylony korytarz podziemny w kopalni, wychodzący na powierzchnię. Służył najczęściej do odwadniania kopalni lub transportu urobku.
Wielki piec – wysoki, wydajny piec hutniczy o ciągłym działaniu, służący do masowego wytopu płynnej surówki żelaznej z rudy, napędzany silnym podmuchem powietrza (często z miechów poruszanych kołem wodnym).
Wyroby żelazne i narzędzia rolnicze
Grapy – dawne naczynia żelazne do gotowania (rodzaj garnków), często zaopatrzone w trzy nóżki, aby można je było postawić bezpośrednio nad ogniskiem.
Narogi do soch – żelazne okucia nakładane na roboczą część sochy (dawnego, drewnianego narzędzia rolniczego używanego do orki). Naróg miał za zadanie nacinać i spulchniać ziemię.
Ryzy do sań – żelazne okucia (pasy blachy) nabijane na drewniane płozy sań, które zapewniały lepszy poślizg na śniegu lub lodzie i chroniły drewno przed szybkim ścieraniem.
Miary i jednostki
Mórg (nowopolski) – dawna jednostka miary powierzchni gruntu. Na ziemiach polskich w XIX wieku wynosiła około 0,56 hektara (5600 m²).
Sążeń leśny – dawna jednostka miary objętości (przestrzenna), używana przy handlu drewnem opałowym i kłodami.
St. sz. (stopa sześcienna) – jednostka objętości; w Królestwie Polskim stopa nowopolska wynosiła ok. 28,8 cm, więc jej sześcian to ułamek metra sześciennego.
Włóka – dawna rolnicza miara powierzchni. Jedna włóka nowopolska równała się 30 morgom, czyli wynosiła około 16,8 hektara.
Pojęcia administracyjne i gospodarcze
Ekonomia / Dobra pobiskupie – rozległe majątki ziemskie należące do państwa (ekonomie królewskie lub państwowe) albo wcześniej do Kościoła (skonfiskowane biskupom), którymi zarządzał wyznaczony dzierżawca lub urzędnik.
Lustracja – urzędowy objazd, przegląd i szczegółowy opis państwowych dóbr ziemskich (królewszczyzn), dokonywany w celu oceny ich stanu gospodarczego i ustalenia przynoszonego dochodu.
Pańszczyzna – forma renty feudalnej; obowiązkowa i bezpłatna praca chłopów na rzecz właściciela ziemskiego (lub państwowego) w zamian za możliwość użytkowania przydzielonej im ziemi. W tekście okoliczni chłopi odrabiali ją, pracując w dymarkach.]